- O co ten cały hałas? - uniosłam prawą brew
- Czemu nic mi nie powiedziałaś o tym, ze spotykasz się z Nickiem?
- Mówiłam - wzruszyłam rękoma, a ona usiadła obok
- Nie, nic mi nie mówisz - zauważa
- Wydawało mi się, że to zbyt przyziemne w porównaniu do tego co się dzieje... A nie właściwie to nie, bo i tak nawet nie wiem o co chodzi - parsknęłam - Jesteś wściekła o to, że zaczynam układać sobie życie? - zaczęła kiwać przecząco głowa
- To nie tak. Dobra. Nieważne - nieważne. Niech będzie. Na korytarzu pojawił się Thomas
- Cześć - mruknął i zniknął. Widziałam łzę na poliku Kate, którą starannie ukryła. Jedyne co mogłam to ją pocieszyć
- No już... - wyrwała mnie z zamyśleń
- Co? - odwróciłam się w jej stronę zdezorientowana
- Pytaj. Wiem, że chcesz - mogłam teraz wydusić z niej wszystkie sekrety i pojąć to co się dzieje. To o czym nie mam pojęcia i przede wszystkim sprawić, że będzie jeszcze bardziej rozżalona
- Zrezygnowałam. Wstawaj - pociągnęłam ją za rękę - Idziemy na lody
- Myślałam, że chcesz... - przerwała
- Ja też myślałam. Chodź, bo zmienię zdanie - uśmiechnęła się i wyszłyśmy z domu. Pojechałyśmy do centrum moim samochodem. Dopiero na miejscu zorientowałam się, że wyszłam w siwym dresie, i zebranymi włosami w koka, a na twarzy nie miałam ani grama makijażu. Spędziłyśmy ten dzień na lodach i zakupach. Tak jak wcześniej. Wydawało mi się, że przez moment zapomniała o wszystkim. Swoją drogą ja też. To było naprawdę odprężające. Od szczęścia wyrwał mnie telefon. Szturchnęła mnie, gdy miałyśmy już wsiadać do samochodu
- Kochana, czy to przypadkiem nie jest Twój romantyk? - wskazała palcem w stronę kawiarni, która mieściła się po drugiej ulicy. Dostrzegłam wysokiego blondyna. To rzeczywiście był Nick. Zaraz za -nim wyszła dziewczyna. Złapał ją za rękę i szli w stronę centrum handlowego.
- Super - wsiadłam trzaskając drzwiami
- Ej! - Kate usiadła po stronie kierowcy. Machnęłam ręką
- Wracajmy
- Faceci to... - próbowała mnie pocieszyć
- Nie to nie faceci. Wszyscy nie mogą być beznadziejni. To ze mną jest coś nie tak - burknęłam
- Nie prawda! - podniosła głos. Jej ręce spadły przypadkowo na klakson. Cień uśmiechu wkradł się na moją twarz
- Dobrze nie jestem beznadziejna. Film i popcorn? - zaproponowałam
- Jutro szkoła, ale możesz u mnie nocować. Moja mama zrobiła swoje słynne leczo
- Trzeba było mówić tak od razu. Odpalaj ten silnik - w lepszym humorze dojechałyśmy do niej do domu. Obłożone zakupami wdrapałyśmy się po schodach do drzwi, które Kate kopnęła nogą, aby się otworzyły
- Maaamo! Rose zostaje dzisiaj na noc! - oznajmiła zadowolona dziewczyna kompletnie nieświadoma tego, ze jej mama stoi tuż obok
- Nie da się nie zauważyć - wzięła od nas zakupy spożywcze, które zrobiłyśmy jadąc tu. Wzięłyśmy wszystko co było nam potrzebne i poszłyśmy do pokoju Kate na poddaszu.
- Muszę zadzwonić. Wybierz sobie, którąś z moich piżam - wskazała kciukiem na drzwi w geście, że musi wyjść. Kiwnęłam głową i zaczęłam się rozglądać po jej szafie. Raczej garderobie. Szafa to zbyt mało powiedziane. Wyciągnęłam uroczą, różową w serduszka i zaczęłam wybierać film. Słyszałam zdenerwowany głos Kate za drzwiami. Miałam się nie wtrącać. Pomyślałam, a już od jutra miałam zamiar wprowadzić mój plan w życie. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Gdy owijałam się na wyświetlaczu mojego telefonu pojawiła się twarz Nicka. Postanowiłam nie odbierać. Przecież nie będę robiła mu wyrzutów, że spotyka się z inną dziewczyną. W końcu nie byliśmy razem. To wszystko jednak nie oznacza, że dam mu być drugim wyjściem. Owinęłam włosy w ręcznik i wyszłam z pokoju. Kate jak, gdyby nigdy nic zadowolona siedziała na podłodze w swojej białej piżamie i pochłaniała popcorn.
- Chodź już, bo zaraz nie będzie - twarz Nicka znów ukazała się na wyświetlaczu, a ja znów nie odebrałam - Masz rację i daj sobie spokój. To dupek. Każdy facet to dupek. Tylko my jesteśmy idealne - nie wiedziałam, czy próbowała wmówić to sobie, czy mi. Za oknem usłyszałam dźwięk motoru
- Co to? - zmrużyłam brwi
- Motor. To normalne. Mieszkam przy ulicy - zaczęła się tłumaczyć. Moje serce biło znacznie szybciej. Za każdym razem, gdy słyszałam ten dźwięk przypominał. Mam paranoje. Włączyłyśmy jakiś romans. To był zły pomysł. Kate je uwielbiała. Zawsze płakała i to jej sprawiało przyjemność. Może dlatego że miała za sobą już wiele związków i nie raniły jej nic nieznaczące epizody. Ja zawsze chciałam taki film obejrzeć z mężczyzną przy którym jest mi dobrze, cholernie dobrze. Westchnęłam. Zwykle próbowałam się nie skupiać na filmie, ale dziś chyba to chyba nie był najlepszy pomysł. Rzeczywistość daje mi większego kopa. Skorzystałam z okazji, że moja przyjaciółka skupiona siedziała przed telewizorem i uroniłam kilka łez. Chciałam wtedy się rozryczeć. Z nadzieją, że przyniesie to jakąś ulgę.
Następnego ranka obudziło mnie stukanie kropel deszczu o parapet za oknem. Sięgnęłam po telefon.
- 9?! - szybko podniosłam się z łóżka. Na miejscu, gdzie powinna być Katie leżała kartka.
Uroczo spałaś. Jak będziesz miała ochotę przyjechać do szkoły to wpadnij.
Katie xx
- Wariatka! - zabrałam jej jakieś ubrania z szafy i wbiegłam do łazienki. Jakieś 20 minut byłam już w drodze do szkoły autobusem. Zanim dojechałam minęło kolejne 20. Akurat trafiłam na dzwonek. Wpadłam do klasy w ostatniej chwili. Wszystkie miejsca były już zajęte. Oprócz jednej ławki gdzieś po środku sali. Ostatni raz spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. 9 nieodebranych połączeń od Nicka i 5 smsów.
- Wow - może to nie był on. Rose nie oszukuj się. Podpowiadało mi sumienie. Całą lekcje borykałam się z tym, czy do niego oddzwonić. Wraz z dźwiękiem dzwonka przycisnęłam zieloną słuchawkę jego numeru i wyszłam z sali.
- Rosalie - odebrał
- Dzwoniłeś - jakaś gula stała mi w gardle
- Dzwoniłem? Co się z Tobą dzieje?! Cały ten czas się martwiłem - podniósł ton głosu
- Wczoraj nie - wyrwało mi się
- Słucham? - to się wpakowałam - Nie, to nie rozmowa na telefon. Kiedy kończysz zajęcia? - w tym momencie zaczął boleć mnie brzuch
- Za dwie godziny...
- Będę po Ciebie - rozłączył się. Musiałam znaleźć Kate. Na przeciwko mnie na końcu korytarza stał Zayn. Swoją drogą nie było go na zajęciach. Tym razem nie miał na sobie okularów. Wyglądał jakby nie spał kilka dni. Przypomniało mi się, że tamtej nocy też tak wyglądał. Miał zapadnięte policzki i podpuchnięte powieki. Jednak to nie wiele zmieniało w jego zniewalającym wyglądzie. Opierał się o ścianę. W otoczeniu Seleny i jej świty. Dziewczyna była poddenerwowana, ale on zdawał się tego nie zauważać. Ciekawa byłam, czy Selena wiedziała, że spałam w jego łóżku. Że spałam z nim w jego łóżku. Może o to teraz się wścieka. Nie, gdyby wiedziała nie dałaby mi żyć. Zayn przyłapał mnie na tym jak się na niego patrzę. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w kierunku sali kolejnych zajęć. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i odwraca.
- Pod słowami wpadnij do szkoły kryło się przyjdź do mnie - przywitał mnie uśmiech Kate
- Wbiegłam od razu na zajęcia - zaczęłam się tłumaczyć
- Już dobrze. Odwiozę Cię po zajęciach. Muszę odebrać płaszcz z pralni - zaproponowała
- Nie,. Znaczy jestem umówiona po szkole - zaczęłam obgryzać wargę z nerwów. Ostatnio robiłam to co raz częściej
- Z kim? - klasnęła
- Z Nickiem. Chyba musimy sobie coś wyjaśnić
- Powodzenia - prychnęła - Nie podoba mi się on. Zasługujesz na kogoś lepszego.
- Tylko nikt lepszy się mną nie interesuje - wyrzuciłam - Moja wina, że faceci za mną nie szaleją? Trafiła się okazja to ją biorę - Kate wywróciła oczami
- Jesteś szalona. Weź życie w swoje ręce - zaczęła dynamicznie gestykulować
- Proszę Cie to głupie licealne randki, a Ty mówisz o tym jakbym podejmowała jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu - zmarszczyłam czoło
- A skąd wiesz jakie będą tego konsekwencje? - wytknęła
- Nie wiem i nie chce wiedzieć. Jak coś mi się nie spodoba to to zakończę
- Ale może być już za późno? - o czym ona mówi
- Za późno na co? - zamknęła oczy. Po korytarzu rozniósł się dźwięk szkolnego dzwonka. Na całe szczęście. W przeciwnym razie nie chce wiedzieć jak skończyłaby się ta rozmowa. Każda z nas poszła w swoją stronę. Po zajęciach wpadłam tylko na chwilę do szafki, żeby wymienić podręczniki, gdy otworzyłam drzwiczki wypadła mi karteczka.
Daj mi szansę...
Zaczęłam rozglądać się po korytarzu, ale dookoła było pełno ludzi. To musiał być Nicholas. Wzięłam co miałam wziąć i wyszłam przed szkołę. Stał oparty o samochód.
- Cześć - mruknęłam
- Hej. Wsiadasz? - wskazał na auto
- Niekoniecznie - przybrałam wojenną postawę
- Przepraszam... - wydobyło się z jego ust
- Słucham? Chcesz mi powiedzieć, że to prawda? - uniosłam prawą brew
- Że niby co? - zmarszczył brwi
- Ta laska, z którą Cię wczoraj widziałam?
- Sara? Hah, Rose chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś zazdrosna? Przecież nie jesteśmy razem. Każde z nas może umawiać się z kim mu się podoba - miał rację - Schlebia mi to nie powiem - na jego ustach pojawił się uśmiech. Poczułam zakłopotanie. - Spokojnie. Nie chce jej. Nie jest tak interesująca jak Ty. Spotkałem się z nią, aby to zakończyć.
- Więc za co mnie przepraszałeś? - nic nie rozumiałam
- Byłem w pubie z kumplami. Myślałem, że jesteś zła, że zamiast się dowiedzieć, czy wszystko z Tobą okej po tamtym wieczorze świetnie się bawię bez Ciebie. W gruncie rzeczy to tak nie było. - czyli wszystko jest okej. Chyba. Na mojej twarzy również zagościł uśmiech - Tęskniłem za Tobą - przybliżył się i musnął moje usta - To może kawa na zgodę? - kiwnęłam głową. Wsiedliśmy oboje do auta.
- Nie musiałeś wrzucać mi tej kartki - przypomniało mi się o liściku, który wrzucił do szafki
- Jakiej kartki? - wyglądał na zdziwionego. Jeśli nie on to kto?
sobota, 15 października 2016
poniedziałek, 10 października 2016
Rozdział 8.
...pobity. Podbiegłam do niego i pomogłam usiąść na pierwszym krześle jakie miałam pod ręką.Chował twarz w dłoniach. Kucnęłam przed moim bratem.
- Co się stało? - mój głos był dość spokojny, ale drżący. Zabrałam jego dłonie. Ukrywały rany i siniaki. Pokiwał przecząco głową - Thomas... Pomożemy Ci. Ja, Katie. Zayn! - sama nie wiem, czemu przywołałam tego ostatniego i w czym chciałam mu pomóc. Sama nie wiedziałam tak naprawdę o co chodzi- ... tylko powiedz co się stało. Proszę - przełknął ślinę.
- Nie mogę Cię w to wszystko mieszać. Tak samo jak nie mogę w to mieszać Katie - pogłaskał mnie po głowie - Obiecuję Ci, że wszystko się ułoży - przytulił mnie do siebie. Czułam się taka bezradna. Wiedziałam, ze dalszy napór na sprawę nic nie zdziała. To chore. Sama się w tym gubię.
- Poczekaj tutaj - pobiegłam do łazienki po apteczkę. Opatrywanie samej jego twarzy kosztowało go dużo jęków i bólu. Żal mi go było, a do tego nie wiedziałam co się dzieje. Szlag by to trafił. Pościeliłam mu łóżko i położyłam. Zasnął od razu. Jego organizm był wycieńczony. Westchnęłam spoglądając na niego i zeszłam do kuchni. W mojej głowie tkwiło tak wiele pytań. Wiedziałam, że na większość z nich po dobroci nie uzyskam odpowiedzi. W tym samym momencie zadzwonił telefon. Tylko nie rodzice, tylko nie rodzice. Podniosłam słuchawkę.
- Halo? - wydukałam
- Cześć, Skarbie! - no właśnie
- Cześć mamuś - uśmiechnęłam się sztucznie do telefonu
- Jak tam żyjecie? - spojrzałam się w stronę pokoju Thomasa
- Baa...rdzo dobrze.
- Jak w szkole? Poznałaś jakiegoś chłopca?
- Mamo... - bąknęłam
- No dobrze, dobrze. To jak w tej szkole?
- Wszystko w porządku
- To świetnie. Mam wspaniałe i mądre dzieci. Co Wy na to, żeby spotkać się w następny weekend?
- Yyy ten weekend... odpada. Mam sporo sprawdzianów. Chyba rozumiesz - nie mogłam jej opowiadać o tym jak Tom wpadł do domu cały poobijany ( to mało powiedziane).
- Ależ oczywiście
- Damy Ci znać jak znajdziemy wolną chwilę
- Czekamy z ojcem. Papa
- No. Papa - rozłączyłam się, a telefon sam wysunął mi się z ręki. Rodzice nie odgrywali swojej roli może najlepiej, ale mimo to martwili się o nas. Oddychałam powoli i głęboko. Wróciłam do Thomasa, ale go nie było. Zajrzałam do jego pokoju i zobaczyłam go uwalonego na łóżku. Przykryłam go kocem i przymknęłam drzwi. Musiał być wycieńczony. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W takim momencie?! Zbiegłam na dół. Już miałam się wydrzeć, że nie mam czasu, ale przede mną stał Nicolas
- Oooh, cześć - podrapałam się po głowie
- Cześć - na powitanie dał mi małego buziaka w policzek. - Mogę wejść? Przyniosłem ciastka i filmy... Może spędzilibyśmy ten wieczór wspólnie? - nie miałam teraz głowy do tak przyziemnych spraw, ale jego bądźmy szczerzy jego urok sprawiał, że byłam bardziej uległa. Po za tym, gdybym go nie wpuściła dopytywałby czemu.
- No dobrze - westchnęłam - przygotuj film, a ja zajmę się tymi ciastkami - chłopak przygryzł wargę i poszedł do salonu. Po jakiś 5 minutach wróciłam do niego. Siedział rozłożony na kanapie
- No ile można na Ciebie czekać - zaśmiał się
- Nawet nie wiesz jak długo - miałam ogromną ochotę na te ciastka, ale wyglądałoby to dziwnie, gdybym od tak się na nie rzuciła, ale mimo wszystko skusiłam się na dwa. Usiadłam obok niego, a w mojej głowie brzmiał pusty śmiech. Spojrzałam na okładkę płyty. Tani, nudny horror. Tylko i wyłącznie po to, żebym wskoczyła w jego ramiona. Nieźle się zabawimy powiadasz? Podniosłam brew. Po godzinie już byliśmy na etapie on mnie obejmuje, a ja przysypiam. Nie dam się tak łatwo. Muszę być twarda i nie zasnę. Od czasu do czasu teatralnie się wzdrygnęłam, a on mi mówił, że mam się nie bać. Po dwóch godzinach wreszcie jak przez mgłę dostrzegłam napisy i w tym momencie...
- Aaaaa - ziewnęłam. Wszystko szlag trafił - przepraszam - zakryłam tylko usta, a Nicolas się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Stykaliśmy się nosami. Kąciki moich warg automatycznie się podniosły. Jego usta zaczęły zbliżać się ku moim, aż złączyły się w łagodnym pocałunku. Widząc, że go nie odtrącam pogłębił pocałunek, a ja zaczęłam go odwzajemniać. Poczułam jego język na moim podniebieniu, przygryzał moje wargi. Uśmiechaliśmy się do siebie w chwilach przerwy. Położyłam rękę na jego policzku kiedy usłyszałam pukanie, a zaraz po tym otwierające się drzwi. Kątem oka udało mi się zauważyć ciężkie buty. Oderwałam się od Nicolasa.
- Co Ty...?... Tu? - w tym momencie wróciłam do mojej dziwnej rzeczywistości.
- Chciałem zobaczyć co z Thomasem, ale chyba przyszedłem nie w porę - oparł się o futrynę i podniósł brew. Raczej nie miał zamiaru wychodzić.
- Nicolas... - zaczęłam
- Mógłbyś zostawić nas samych? - dokończył za mnie mulat
- Rose? - spojrzał na mnie, żeby się upewnić. Tylko kiwnęłam głową - Jakby coś jestem pod telefonem.
Zayn zamknął za nim drzwi.
- Jak śmiesz wypraszać moich gości?! - uniosłam się trochę za bardzo. Zaraz przypomniało mi się po co przyszedł - Co Thomasem? Czy ktoś mi w końcu powie co się tutaj dzieje? I czemu mój brat wpada do domu cały poobijany?! - podchodzę do niego bliżej, a on łapie mój nadgarstek
- Przestań podnosić na mnie głos. Myślałem, że zdołałem Cię już trochę wystraszyć. Jak widać nie wystarczająco - miał rację. Znieruchomiałam - Słyszałaś kiedyś takie powiedzenie? Im mniej wiesz tym lepiej śpisz? Zachowaj uwagi dla siebie i się nie wtrącaj, jeśli nie chcesz więcej takich widoków. I nie utrudniaj - jedno pytanie. Czego mam nie utrudniać? Z nim się nie dogadam. Wiedziałam o tym - Co? - patrzy na mnie jakby liczył na jakiś odzew. Od jego ciemnych tęczówek odbija się świało lampy.
- Puścisz moją rękę? - oboje spoglądamy w jedną stronę. Puszcza ją i wychodzi. Słychać tylko trzask drzwi i odjeżdżający samochód. Coś mnie zakuło. Czułam się w tej beznadziejnej sytuacji jak dziecko, któremu się nie mówi o śmierci złotej rybki. Jeśli nikt mi nic nie chce powiedzieć to sama się dowiem. Usiadłam na kanapie i zasnęłam w salonie. Śnił mi się Zayn... w otoczeniu jakiejś grupy mężczyzn. Ja też tam byłam. Chcieli zrobić mu krzywdę, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Najmniejszy ruch, najcichszy krzyk. Nic. Byłam obserwatorem tego co się działo, byłam unieruchomiona. Rano obudziłam się z płaczem. Thomas do mnie podszedł
- Wszystko ok? - pogłaskał mój polik
- Tylko zły sen... - westchnęłam - Zrób mi kawę
- To już Twoja ostatnia w tym tygodniu - zagroził palcem.
- Jak się czujesz? - nie drążyłam tematu, gdyż i tak nic bym się nie dowiedziała. To nie miało najmniejszego sensu.
- Dobrze - uciekł w stronę kuchni, by uniknąć pytań.
Ostatnia kawa... wypiłam takie trzy tego dnia. Moje myśli były tak pogmatwane i kierowały się w tylu różnych kierunkach... najgłupsza telenowela nie potrafiła mnie od tego odciągnąć.
Wieczorem zaś
- Musisz mi coś wyjaśnić - Kate stała nade mną ze skrzyżowanymi rękoma. Nie potrafiłabym tak na jej miejscu. Może ich związek był krótkim epizodem. Może i przyjaźniłyśmy się wiele lat, ale na jej miejscu ciężko byłoby mi tutaj wejść bez najmniejszego oporu. W jej oczach dostrzegłam wściekłość.
_______________________________
komentujemy :*
- Co się stało? - mój głos był dość spokojny, ale drżący. Zabrałam jego dłonie. Ukrywały rany i siniaki. Pokiwał przecząco głową - Thomas... Pomożemy Ci. Ja, Katie. Zayn! - sama nie wiem, czemu przywołałam tego ostatniego i w czym chciałam mu pomóc. Sama nie wiedziałam tak naprawdę o co chodzi- ... tylko powiedz co się stało. Proszę - przełknął ślinę.
- Nie mogę Cię w to wszystko mieszać. Tak samo jak nie mogę w to mieszać Katie - pogłaskał mnie po głowie - Obiecuję Ci, że wszystko się ułoży - przytulił mnie do siebie. Czułam się taka bezradna. Wiedziałam, ze dalszy napór na sprawę nic nie zdziała. To chore. Sama się w tym gubię.
- Poczekaj tutaj - pobiegłam do łazienki po apteczkę. Opatrywanie samej jego twarzy kosztowało go dużo jęków i bólu. Żal mi go było, a do tego nie wiedziałam co się dzieje. Szlag by to trafił. Pościeliłam mu łóżko i położyłam. Zasnął od razu. Jego organizm był wycieńczony. Westchnęłam spoglądając na niego i zeszłam do kuchni. W mojej głowie tkwiło tak wiele pytań. Wiedziałam, że na większość z nich po dobroci nie uzyskam odpowiedzi. W tym samym momencie zadzwonił telefon. Tylko nie rodzice, tylko nie rodzice. Podniosłam słuchawkę.
- Halo? - wydukałam
- Cześć, Skarbie! - no właśnie
- Cześć mamuś - uśmiechnęłam się sztucznie do telefonu
- Jak tam żyjecie? - spojrzałam się w stronę pokoju Thomasa
- Baa...rdzo dobrze.
- Jak w szkole? Poznałaś jakiegoś chłopca?
- Mamo... - bąknęłam
- No dobrze, dobrze. To jak w tej szkole?
- Wszystko w porządku
- To świetnie. Mam wspaniałe i mądre dzieci. Co Wy na to, żeby spotkać się w następny weekend?
- Yyy ten weekend... odpada. Mam sporo sprawdzianów. Chyba rozumiesz - nie mogłam jej opowiadać o tym jak Tom wpadł do domu cały poobijany ( to mało powiedziane).
- Ależ oczywiście
- Damy Ci znać jak znajdziemy wolną chwilę
- Czekamy z ojcem. Papa
- No. Papa - rozłączyłam się, a telefon sam wysunął mi się z ręki. Rodzice nie odgrywali swojej roli może najlepiej, ale mimo to martwili się o nas. Oddychałam powoli i głęboko. Wróciłam do Thomasa, ale go nie było. Zajrzałam do jego pokoju i zobaczyłam go uwalonego na łóżku. Przykryłam go kocem i przymknęłam drzwi. Musiał być wycieńczony. Zadzwonił dzwonek do drzwi. W takim momencie?! Zbiegłam na dół. Już miałam się wydrzeć, że nie mam czasu, ale przede mną stał Nicolas
- Oooh, cześć - podrapałam się po głowie
- Cześć - na powitanie dał mi małego buziaka w policzek. - Mogę wejść? Przyniosłem ciastka i filmy... Może spędzilibyśmy ten wieczór wspólnie? - nie miałam teraz głowy do tak przyziemnych spraw, ale jego bądźmy szczerzy jego urok sprawiał, że byłam bardziej uległa. Po za tym, gdybym go nie wpuściła dopytywałby czemu.
- No dobrze - westchnęłam - przygotuj film, a ja zajmę się tymi ciastkami - chłopak przygryzł wargę i poszedł do salonu. Po jakiś 5 minutach wróciłam do niego. Siedział rozłożony na kanapie
- No ile można na Ciebie czekać - zaśmiał się
- Nawet nie wiesz jak długo - miałam ogromną ochotę na te ciastka, ale wyglądałoby to dziwnie, gdybym od tak się na nie rzuciła, ale mimo wszystko skusiłam się na dwa. Usiadłam obok niego, a w mojej głowie brzmiał pusty śmiech. Spojrzałam na okładkę płyty. Tani, nudny horror. Tylko i wyłącznie po to, żebym wskoczyła w jego ramiona. Nieźle się zabawimy powiadasz? Podniosłam brew. Po godzinie już byliśmy na etapie on mnie obejmuje, a ja przysypiam. Nie dam się tak łatwo. Muszę być twarda i nie zasnę. Od czasu do czasu teatralnie się wzdrygnęłam, a on mi mówił, że mam się nie bać. Po dwóch godzinach wreszcie jak przez mgłę dostrzegłam napisy i w tym momencie...
- Aaaaa - ziewnęłam. Wszystko szlag trafił - przepraszam - zakryłam tylko usta, a Nicolas się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Stykaliśmy się nosami. Kąciki moich warg automatycznie się podniosły. Jego usta zaczęły zbliżać się ku moim, aż złączyły się w łagodnym pocałunku. Widząc, że go nie odtrącam pogłębił pocałunek, a ja zaczęłam go odwzajemniać. Poczułam jego język na moim podniebieniu, przygryzał moje wargi. Uśmiechaliśmy się do siebie w chwilach przerwy. Położyłam rękę na jego policzku kiedy usłyszałam pukanie, a zaraz po tym otwierające się drzwi. Kątem oka udało mi się zauważyć ciężkie buty. Oderwałam się od Nicolasa.
- Co Ty...?... Tu? - w tym momencie wróciłam do mojej dziwnej rzeczywistości.
- Chciałem zobaczyć co z Thomasem, ale chyba przyszedłem nie w porę - oparł się o futrynę i podniósł brew. Raczej nie miał zamiaru wychodzić.
- Nicolas... - zaczęłam
- Mógłbyś zostawić nas samych? - dokończył za mnie mulat
- Rose? - spojrzał na mnie, żeby się upewnić. Tylko kiwnęłam głową - Jakby coś jestem pod telefonem.
Zayn zamknął za nim drzwi.
- Jak śmiesz wypraszać moich gości?! - uniosłam się trochę za bardzo. Zaraz przypomniało mi się po co przyszedł - Co Thomasem? Czy ktoś mi w końcu powie co się tutaj dzieje? I czemu mój brat wpada do domu cały poobijany?! - podchodzę do niego bliżej, a on łapie mój nadgarstek
- Przestań podnosić na mnie głos. Myślałem, że zdołałem Cię już trochę wystraszyć. Jak widać nie wystarczająco - miał rację. Znieruchomiałam - Słyszałaś kiedyś takie powiedzenie? Im mniej wiesz tym lepiej śpisz? Zachowaj uwagi dla siebie i się nie wtrącaj, jeśli nie chcesz więcej takich widoków. I nie utrudniaj - jedno pytanie. Czego mam nie utrudniać? Z nim się nie dogadam. Wiedziałam o tym - Co? - patrzy na mnie jakby liczył na jakiś odzew. Od jego ciemnych tęczówek odbija się świało lampy.
- Puścisz moją rękę? - oboje spoglądamy w jedną stronę. Puszcza ją i wychodzi. Słychać tylko trzask drzwi i odjeżdżający samochód. Coś mnie zakuło. Czułam się w tej beznadziejnej sytuacji jak dziecko, któremu się nie mówi o śmierci złotej rybki. Jeśli nikt mi nic nie chce powiedzieć to sama się dowiem. Usiadłam na kanapie i zasnęłam w salonie. Śnił mi się Zayn... w otoczeniu jakiejś grupy mężczyzn. Ja też tam byłam. Chcieli zrobić mu krzywdę, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Najmniejszy ruch, najcichszy krzyk. Nic. Byłam obserwatorem tego co się działo, byłam unieruchomiona. Rano obudziłam się z płaczem. Thomas do mnie podszedł
- Wszystko ok? - pogłaskał mój polik
- Tylko zły sen... - westchnęłam - Zrób mi kawę
- To już Twoja ostatnia w tym tygodniu - zagroził palcem.
- Jak się czujesz? - nie drążyłam tematu, gdyż i tak nic bym się nie dowiedziała. To nie miało najmniejszego sensu.
- Dobrze - uciekł w stronę kuchni, by uniknąć pytań.
Ostatnia kawa... wypiłam takie trzy tego dnia. Moje myśli były tak pogmatwane i kierowały się w tylu różnych kierunkach... najgłupsza telenowela nie potrafiła mnie od tego odciągnąć.
Wieczorem zaś
- Musisz mi coś wyjaśnić - Kate stała nade mną ze skrzyżowanymi rękoma. Nie potrafiłabym tak na jej miejscu. Może ich związek był krótkim epizodem. Może i przyjaźniłyśmy się wiele lat, ale na jej miejscu ciężko byłoby mi tutaj wejść bez najmniejszego oporu. W jej oczach dostrzegłam wściekłość.
_______________________________
komentujemy :*
czwartek, 29 września 2016
Rozdział 7.
Chłopak miał blond włosy. Wykopał DJ-a za drzwi i zapalił światło. Miał irlandzką urodę i lekkie odrosty. Ubrany był w elegancki garnitur. Czułam jak alkohol ze mnie schodzi. Skuliłam się i natychmiastowo wytrzeźwiałam. Pokiwał przecząco głową
- Szef nie będzie zadowolony - podał mi rękę, a ja zawahałam się, ale ją złapałam. Pomógł mi wstać.
- Szef? - wydukałam. Spojrzał się na mnie wzrokiem "o nic nie pytaj"
- Bądź na podjeździe za 10 minut. Wracasz do domu - przepuścił mnie w drzwiach
- Ale... - zatkał mi usta ręką.
- Żadnego, ale - szłam przed siebie potykając się o różne butelki. Gdy odwróciłam się, by spytać kto mnie odwiezie jego już tam nie było. - Cholera jasna wracam sama do domu - przyspieszyłam tempa, żeby nikt po drodze mnie nie złapał. Wydostałam się za bramę. W koło było ciemno nie było żadnych lamp. Czas na godzinny spacer po lesie. Zdjęłam szpilki i czując najmniejszy kamyczek szłam leśną drogą. Po 10 minutach słychać było odjeżdżające samochody spod domu Seleny. Najwidoczniej policja przyjechała.
- Kate! - zapomniałąm o niej. Chciałam tam wrócić, kiedy usłyszałam za sobą odgłos pędzących motorów. Usunęłam się na bok. 5 motorów zahamowało tuż przy moich stopach. Byłam już martwa. W pobliżu nie było nikogo. Motory oświetlały się nawzajem. Zdążyłam zwrócić uwagę tylko na srebrną Yamahę, która co dzień podjeżdżała pod mój dom. Chłopak ze środkowego motoru pokazał palcem na tego ze srebrnego motoru. Tamten wstał i podszedł łapiąc moje ręce do tyłu i przyciągając je do siebie
- Miałaś czekać - wycedził przez zęby. Prowadził mnie w stronę motoru. Wsiadł na niego. - Ty też - warknął. Nie miałam innego wyjścia. Przynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłam zaraz za nim. - Obejmij mnie - zrobiłam co kazał i odjechaliśmy z piskiem opon. Przylgnęłam do chłopaka jeszcze bardziej. Na oko jechaliśmy jakieś półgodziny. Byliśmy gdzieś za miastem. Cała piątką wjechała do garażu. Zapalili światło. Zeszłam z motoru. Każdy po kolei zdejmował kask. Wpierw jeden w loczkach, potem dwóch brunetów, następnie Irlandczyk, który mnie uratował od własnej głupoty. Spojrzałam się na mojego kierowce. Pokiwał głową na boki i w końcu zdjął kask, a ja wytrzeszczyłam oczy i rozwarłam buzię na tyle, że blondyn się lekko zaśmiał.
- Zakryj buzię, bo Ci mucha wpadnie - podniósł brew i się skrzywił.
- Zayn? - w końcu się odezwałam.
- Zdziwiona? - zaśmiał się - Byłaś bardzo przebiegła. Nie sądziłem, ze zmiana motoru Cię złamie.
- Ty... i... - wszystko nabierało sensu. Dobra, nie nabierało. Dalej nie miałam pojęcia o co chodzi.
- Tak - przytakiwał głową
- Ale po co? - właściwie dalej nie wiedziałam o co mu chodzi. Na to pytanie przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. W tle było słychać buczących chłopaków. Ugryzłam go w język i wyrwałam się.
- Chłopaki, na górę - wskazał drzwi. Słychać było trzask zamykających się drzwi. Cały czas trzymał mnie w objęciu. - Przestań udawać w końcu, ze Ci to nie pasuje - spojrzał się w dół - Rano odwiozę Cię do domu. Thomas śpi dzisiaj u Seleny, więc nawet się nie dowie, że byłaś u mnie przez resztę nocy, a teraz na górę)- przerażona poszłam za resztą. Dom był ogromny. Liczyłam na to, że pozostali są gdzieś na widoku. Niestety.Białe ściany rozjaśniały wnętrze, a czerwone sofy i czarne kredensy nadawały kontrastu. Boże, czym ja się tak zachwycałam. Powinnam być przerażona. Stanęłam w pewnym momencie czując jego oddech na swojej szyi. Położył rękę na moim ramieniu. Nachylił się nad moim uchem.
- Schody. Pierwsze drzwi po prawo - wskazał przejście, wyminął mnie i poszedł w stronę przestronnej kuchni. Odnalazłam pokój i usiadłam na krawędzi łóżka. Na przeciw mnie były rozsuwane drzwi prowadzące na taras, na którym świeciły się również czerwone lampy. Usłyszałam powolne kroki. Usiadł zaraz za mną. Jeździł po mojej szyi nosem.
- Nic Ci nie zrobię. Nie musisz się bać - westchnął. Po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Dlaczego mam Ci wierzyć - spojrzałam się w jego głębokie oczy.
- Nie potrafiłbym - wyprostował się przez cały czas patrząc mi w oczy. Wstał i otworzył kolejne ciężkie drzwi. Z tego co zauważyłam była to łazienka. - Zapraszam - rozdziawiłam buzię, a Zayn się zaśmiał - Spokojnie Aniele nie wejdę za Tobą - przeszedł na drugi koniec pokoju i wyciągnął coś z szafki. Podał mi swoją koszulkę - Tylko się pospiesz. Jeśli nie. Sam do Ciebie wejdę - na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech. Zamknęłam się w łazience na wszystkie zamki jakie tylko były w drzwiach. Światło w łazience było znacznie jaśniejsze niż w pokoju. Spojrzałam się w lustro. Wyglądałam okropnie. Rozczesałam włosy i weszłam pod prysznic. Po wyjściu czułam się wspaniale. Taka czysta i ożywiona... Potem przypomniała mi się sytuacja, w której się znajduję. Włożyłam bieliznę i koszulkę Zayna, która tak niesamowicie pachniała. Weszłam do pokoju, ale jego nie było. Położyłam się. Byłam na tyle znużona, że zasnęłam natychmiast. W nocy raz poczułam jak ktoś przykrywa mnie kołdrą. Rano obudziło mnie światło słoneczne wpadające do ciemnego pokoju. Głowa bolała mnie przeokropnie. Przeciągając się natknęłam się na śpiącego obok Zayna
Chyba go obudziłam. Ziewnął. To było takie zabawne, że aż prychnęłam
- Przepraszam - rzuciłam, a on spojrzał się na mnie jeszcze zaspany
- Za co? Za to, że mnie budzisz, czy że się ze mnie śmiejesz
- Chyba i za to, i za to - był taki miły. Ciekawiło mnie kiedy z powrotem zamieni się w dupka.
- Nic się nie stało. Bardziej przeszkadzało mi to jak gadałaś całą noc - skrzywił się. Zaraz, zaraz
- Mówię przez sen? - przygryzłam wargę z nerw.
- Nie - zaśmiał się. Rzuciłam w niego poduszką, którą złapał w powietrzu. Miał chłopak refleks.
- O proszę. Aniołek nam się rozbrykał - podniósł prawą brew. Poczułam się głupio. Sama nie wiedziałam na co mam spojrzeć. Usiadł i złapał za mój podbródek tak, abym spojrzała w jego oczy - Spokojnie Aniele - wstał z łóżka i zaczął zakładać na siebie ubrania - Ubierz się. Będę czekał w kuchni - chłopak wyszedł, a ja zaczęłam się ogarniać. Jedyne co miałam w pobliżu to sukienkę z wczoraj. Była cała morka i śmierdziała mieszanką potu i piwa.
- Zobaczymy co tam Selena trzyma w szafie - trudno było znaleźć coś nie dziwkarskiego, ale krótkie spodenki z ćwiekami i biała bokserka trzymał się jeszcze jakiejś normy. Włożyłam wczorajsze szpilki i zrobiłam delikatny makijaż z tego co miałam do dyspozycji. Gotowa zeszłam na dół. Zayn spojrzał na mnie od dołu do góry
- Czy to... - wskazał
- Twoja dziewczyna chyba nie powinna mieć za złe. Oddam jak tylko przyjedziesz do Thomasa - wzruszyłam rękoma - Jedziemy?
- Zjedz śniadanie - wskazał na stolik. Usiadłam
- Ty nie jesz? - spytałam gryząc jedną z grzanek. Tylko pokiwał przecząco głową przygryzając wargę.
- Czekam na podjeździe - wyszedł nie czekając na odpowiedź. Jedząc swój posiłek miałam chwilę, by rozejrzeć się po domu. Wzięłam kubek z kawą i poszłam do salonu. Stała wielka półka z książkami. Z początku myślałam, ze to tylko tak dla niepoznaki jakieś atlasy geograficzne, ale zobaczyłam na horyzoncie kilka ciekawych tomów. Odłożyłam kubek na miejsce i ruszyłam w stronę wyjścia. Zamknęłam drzwi. Siedział już na motorze. Usiadłam za nim.
„Będzie istniał zawsze, pożerając każdą moją myśl - a moje serce na wieczność pozostanie w jego rękach.” - zacytowałam jedną z książek, którą znalazłam na jego półce. Zastała martwa cisza. Już myślałam, że się wygłupiłam, gdy...
"Niestety, każda z przyczyn wydawała się bezsensu. Tak jakby prawda chciała mi zajrzeć prosto w oczy, a mnie brakowało odwagi, żeby to spojrzenie odwzajemnić." - spoglądał przed siebie, włożył kask i ruszył. Po piętnastu minutach był pod moim domem. Zdjęłam kas z głowy i zawiesiłam go na kierownicy.
- Dzięki za... wszystko - przytaknął głową i czekał... Chyba aż pójdę. Weszłam do środka i wtedy usłyszałam pisk opon. Ta noc, to wszystko było niesamowite... Poszłam do siebie na górę. Thomasa i Katie jeszcze nie było. Położyłam się na łóżku. Wyjęłam telefon i wybrałam z książki telefonicznej numer do Katie
- Halo? - mruknęła
- Gdzie jesteście ? - rzuciłam
- My...Znaczy ja jestem u siebie.
- A Thomas? - dociekliłam
- Gówno mnie to obchodzi. - powiedziała zdenerwowana
- Coś się stało? Albo nie. Poczekaj. Będę u Ciebie za chwilę...
- Nie. Proszę nie. Nie chce o tym rozmawiać. Jak wróci daj mi tylko znać - przerwała mi - Może kiedyś Ci powiem. Wiem, że przyjaciółki się tak nie zachowują, ale robię to dla Twojego bezpieczeństwa. Im więcej wiesz tym gorzej. Przepraszam Cię, ale sama gubię się w tym co mówię. Porozmawiamy wieczorem - rozłączyła się. Moim ciałem władały różne emocje. Wszystko już miało być oczywiste. Tyle na ile mogło. Dzisiejsza noc zeszła na drugi plan. Bolało to jak się do mnie odezwała. Przez pół dnia czekałam w kuchni na Thomasa z kubkiem kawy w ręku i telefonem w drugim. Mój telefon zaczął dzwonić. Dokładnie Katie. Jednak w tym samym czasie zjawił się Thomas. Był strasznie...
wtorek, 27 września 2016
Rozdział 6.
Przeraziłam się. Nie wiedziałam, czy coś mi się nie stanie. Sięgnęłam po telefon. Na szybkim wybieraniu miałam Thomasa. Nie odbierał. Nagrałam się mu chyba z 5 razy na sekretarkę. Zamknęłam się na trzy spusty. W pokoju sprawdziłam okna i położyłam się do łóżka. Chciałam przypomnieć sobie randkę z Nicolasem lub przywołać jakieś inne miłe wspomnienie, żeby tylko zapomnieć o kartce na stole. Włączyłam mp3 i w końcu znudzona jedną piosenką usnęłam. Rano, gdy się obudziłam stał nade mną Thomas. O wszystkim sobie przypomniałam i przytuliłam się do niego zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Rose... - głaskał mnie po policzku - Co jest? - uniósł moją głowę ku górze.Ktoś mnie obserwuje. Nie mogłam mu tego powiedzieć. Nic się nie dzieje. Stwierdziłam w duchu.
- Miałam koszmar - wzruszyłam rękoma
- Ale jak to? - zmrużył oczy. Wstałam i podeszłam do mojego biurka na, którym leżał ten nietypowy list. Thomas parował.
- Skąd to masz? - wycedził przez zęby
- Znalazłam u nas w kuchni, gdy wróciłam do domu - wzmiankę o motocyklistach wolałam sobie darować.
- Chodź. Musisz się ogarnąć - zjedliśmy śniadanie i Thomas zawiózł mnie do szkoły moim samochodem. Wydawał się mało przejęty całą sprawą. Tam już czekała na mnie Katie. Powiedziałam mojemu bratu, żeby nic jej nie mówił. Minął tydzień kolejny tydzień, a ja nie spotkałam już nikogo na motorze pod moim oknem.
- Dzisiaj idziemy na imprezę. Tyle Ci przypominam. - uśmiechnęłam się zawadiacko do Kate, gdy stałyśmy pod szkołą
- E, ja tylko tak mogę na nią patrzeć! - cmoknęli się. To było co raz bardziej urocze. Dla niepoznaki wywróciłam oczami i pociągnęłam Katie za rękę.
- Jesteś tego pewna? - Katie przystanęła
- Tak, w stu procentach. Chce tam iść i narąbać się w cztery dupy. Nie martw się Tobie Tom nie pozwoli - wytknęłam jej język
- Tobie też nie. Zaśmiała się - wzruszyłam rękoma
- Będzie musiał. - odwróciłam się i zobaczyłam śmiejącego się Zayna. No tak, podejście małego dzieciaka. Trudno. Nie zastanawiałam się nad tym dłużej. Nie mogłam. Katie złapała mnie za ramiona.
- Nie uwierzysz co ja wczoraj przeżyłam! - zaczęła się nade mną drzeć - Tym wczorajszym kumplem był Zayn - cała noc z Zaynem pod jednym dachem. Mów dalej - Pamiętasz jak Selena wspomniała, że przedstawi nam swojego chłopaka? - potaknęłam głową - Przeżyłam wczorajszą noc z Seleną Vioce. Jakkolwiek to brzmi - coś zakuło i to bardzo. Zayn i Selena. Coś stanęło mi w gardle i nie chciało mi przejść. Okropne uczucie.
- Cała noc z Seleną . Brrr... to Twoje ostatnie takie wyjście - tak, bo właśnie o to mi chodziło... nie
- Opowiadaj lepiej o randce z Nicolasem - nie mogłam się skupić, aby przypomnieć sobie co było wczoraj, ale opowiedziałam jej wszystko od początku do końca. - Oooo - skomentowała - Serio jest taki dziany? Nie, żeby coś, ale wow
- Może... trochę. Nie lecę na jego pieniądze - nie wiem, czy w ogóle lecę na niego. Uderzyłam ją w ramię -zabrzmiał dzwonek. Szczęście, a może pech trafiły na to, że w klasach było pustawo i nie siadałam koło Zayna jak na początku. Coś sprawiało, ze robiło mi się słabo, gdy na niego spoglądało. To może głupio zabrzmiało. Nie z obrzydzenia. Wyobrażałam sobie jego z Seleną...
- Mogę wyjść do pielęgniarki - wstałam w końcu. Nauczycielka tylko kiwnęła głową. To była ostatnia moja lekcja. Chowając się przed kamerami. Dostałam się na parking i odjechałam do domu. Po drodze minęłam się z czarną Yamahą. Jednak dojechałam bezpiecznie do domu. - Przecież w Bradford nie ma jednej, czarnej Yamahy, oby - westchnęłam i zaparkowałam pod domem. Weszłam do środka. Tom był w kuchni i...
- Gotujesz?! - wybałuszyłam oczy. Dziś chyba nic mnie już nie zdziwi
- Katie przychodzi na obiad. - pod jarał się. Widać. Usiadłam na krześle przed nim.
- Mógłbyś proszę za moimi plecami nie spotykać się z moimi wrogami? - nie podobało mi się to, że spotkał się z Seleną. Fakt nie sam, ale to nic nie zmieni.
- Nie wiedziałem, że tam będzie. Zayn powiedział, że ma dziewczynę. Nie wiedziałem, że to ona - zrobiło mi się niedobrze
- Dobra, daruj już. Katie zaraz przyjdzie - poszłam na górę i zamknęłam się w pokoju... cóż za nowina na toaletce leżała kartka.
Nie słuchaj nikogo. Posłuchaj głosu serca. To nie jest tak jak myślisz.
xx
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ukazał się Nicolas. Odebrałam.
- Tak? - zapytałam niepewnie
- Tak chciałem zadzwonić. Nie odezwałaś się po wczoraj - o Boże Nicolas. Kompletnie o nim zapomniałam przez to wszystko.
- Oh, tak przepraszam. Miałam parę spraw na głowie - wydukałam
- Rozumiem, ale już wszystko ok?
- Raczej tak
- Jakby co możesz na mnie liczyć. Myślę, że niedługo znów się spotkamy
- Ja też mam taką nadzieję - uśmiechnęłam się do słuchawki, gdy do pokoju weszła Katie - Wiesz co, muszę już kończyć
- Do zobaczenia
- Do zobaczenia - westchnęłam. Katie skakała po pokoju.
- Opanuj się - złapałam ją za ręce i przystanęła.
- Byłaś na głośniku! A ja wszyyyystko słyszałam. To idealny facet dla Ciebie - wiedziałam o tym, ale co z tego. Jeśli widzę tylko... Ogarnij się dziewczyno. Nicolas to idealna opcja dla Ciebie. Może to nie miłośc, ale kiedyś...
- W co się ubieramy? - przerwałam sama sobie
- Dzisiaj ja Cię uszykuję. Mam coś w zanadrzu dla Ciebie. Myślałam o tym od wczoraj - pchała mnie w stronę łazienki.
- Już dobra! - puściłam ją i sama do niej weszłam zamykając się na trzy spusty. Wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy. Reszta leżała w rękach Katie. Po dwóch godzinach stanęłam przed lustrem i zobaczyłam to...
- Co to jest?! Lubie krótko i obcisło, ale to już przesada - skrzywiłam się
- Nie rób min, bo makijaż zmażesz! - podniosła na mnie rękę i opuściła - masz wyglądać, lepiej niż Selena.
- Niby czemu? Przecież już jest z Zaynem - palnęłam zanim zdołałam cokolwiek pomyśleć
- A Ty tylko o jednym! Przegrałaś wybory. Przypomnę Ci moja droga. Teraz ja idę się szykować - schowała się w łazience. Wzięłam lusterko do ręki i co chwila poprawiałam moje włosy.
- Może to nie taki głupi pomysł - chciałam wyobrazić się tańcząca tak z Nicolasem, którego tam jednak nie będzie. Jednak za każdym razem jego włosy ciemniały, a na twarzy pojawiał się dwudniowy zarost. Rękawy garnitury podwijały się, a na rękach ukazywały się malownicze tatuaże. Błękitne oczy Nicolasa zamieniały się w brązową otchłań. Z zamyśleń wybudziła mnie prześlicznie wystrojona Katiew swojej beżowej sukience i czarnych szpilkach. Byłyśmy idealnym kontrastem.
- Teraz możemy iść - na dole czekał już mój elegancki braciszek. Pocałowali się i mogliśmy iść do samochodu. W końcu podjechaliśmy pod wielki dom Seleny. Szliśmy w kierunku ogrodu, w którym miała odbyć się impreza. Thomas wyglądał jak Alvaro obejmując nas dwie po obu stronach. Na trawniku stał Zayn z papierosem.
Modliłam się, by nie zauważył Toma.
- Zayn! - mój brat to idiota. Malik odwrócił się w naszą stronę. Uśmiechnął się zawadiacko. Przejechał mnie wzrokiem od góry do dołu i wypuścił dym papierosowy.
- Hej - podał rękę Tomowi. Zaraz podbiegła do niego Selena ubrana w czerwone, krótkie coś mające przypominać bluzkę, baaaardzo krótką bluzkę i spódniczkę. Spojrzałyśmy się na siebie z Katie. Ona nie wyglądała dobrze. To my wyglądałyśmy dobrze. Ona wyglądała jak dziwka.
- Już pewnie wiesz - Selena zwróciła się w moją stronę - że jesteśmy parą, a miała być taka tajemnica - co Ty nie powiesz - miłości nie da się niestety ukryć - Ty nie wiesz co to znaczy, kochan. Pokiwałam tylko przecząco głową i dławiłam się pustym śmiechem. Zayn przyciągnął Selenę do siebie i wpił się w jej usta, namiętnie przeszukując językiem jej paszcze smoka. Na koniec pocałował ją w szyję. Nie jestem zazdrosna! Mam Nicolasa.
- Miłej zabawy - pomachała. Zayn przyciągnął ją do siebie trzymając rękę na jej pośladkach i odeszli. Miałam najgorszą minę jaką mogłam wtedy tylko mieć. włącz
- Chodźcie, bo mnie nosi - Katie pociągnęła nas. Wystarczyły dwie godziny, żeby w około lał się alkohol, a napalone dziewczyny wskakiwały z chłopakami do basenów, pokoje były również już pozajmowane. Cała reszta tańczyła na wielkim tarasie. Kolorowe światła migotały mi przed oczami. Gdy skończyłam tańczyć, z którymś z chłopaków podeszła do mnie Katie i nachyliła się nad moim uchem.
- Założę się, że nie pocałujesz się z DJ-em - jedna i druga byłyśmy już ostro wstawione
- Nie - kiwnęłam głową
- Jesteś pijana. Dasz radę - zaśmiała się
- O co? - podniosłam brew
- O szpilki. Możesz wybrać jedną parę z mojej szafy. - uśmiechnęła się. Była spita. Cały czas się śmiała
- Kusząca propozycja. Stoi - DJ był przystojny. Nic mnie nie powstrzymywało. Przecisnęłam się przez parę całujących się lesbijek dostając piwem po dekolcie.Trafiłam tylko na moment, gdy przy konsoli było mało osób. Weszłam na podest i zbliżyłam się do chłopaka. Zdjęłam mu słuchawki z uszu wpiłam się w jego usta. Chłopak się uśmiechał. Przerwał, by wcisnąć coś na konsoli. Podniósł mnie łapiąc za tyłek i zaczął mnie nieść w stronę domu. Nieświadoma niczego pogłębiałam pocałunki. Wyprężyłam się, gdy zaczął całować moją szyję, a później dekolt. Dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Położył mnie na łóżku. Jego ręką znalazła się pod moją sukienką, gdy coś... albo ktoś go zatrzymało. Usiadłam na łóżku, zobaczyłam jak chłopak dostaje w twarz i pada na ziemię. Napastnik rzucił się na niego. W końcu światło padające z przedpokoju pozwoliło mi określić, że był to...
- Rose... - głaskał mnie po policzku - Co jest? - uniósł moją głowę ku górze.Ktoś mnie obserwuje. Nie mogłam mu tego powiedzieć. Nic się nie dzieje. Stwierdziłam w duchu.
- Miałam koszmar - wzruszyłam rękoma
- Ale jak to? - zmrużył oczy. Wstałam i podeszłam do mojego biurka na, którym leżał ten nietypowy list. Thomas parował.
- Skąd to masz? - wycedził przez zęby
- Znalazłam u nas w kuchni, gdy wróciłam do domu - wzmiankę o motocyklistach wolałam sobie darować.
- Chodź. Musisz się ogarnąć - zjedliśmy śniadanie i Thomas zawiózł mnie do szkoły moim samochodem. Wydawał się mało przejęty całą sprawą. Tam już czekała na mnie Katie. Powiedziałam mojemu bratu, żeby nic jej nie mówił. Minął tydzień kolejny tydzień, a ja nie spotkałam już nikogo na motorze pod moim oknem.
- Dzisiaj idziemy na imprezę. Tyle Ci przypominam. - uśmiechnęłam się zawadiacko do Kate, gdy stałyśmy pod szkołą
- E, ja tylko tak mogę na nią patrzeć! - cmoknęli się. To było co raz bardziej urocze. Dla niepoznaki wywróciłam oczami i pociągnęłam Katie za rękę.
- Jesteś tego pewna? - Katie przystanęła
- Tak, w stu procentach. Chce tam iść i narąbać się w cztery dupy. Nie martw się Tobie Tom nie pozwoli - wytknęłam jej język
- Tobie też nie. Zaśmiała się - wzruszyłam rękoma
- Będzie musiał. - odwróciłam się i zobaczyłam śmiejącego się Zayna. No tak, podejście małego dzieciaka. Trudno. Nie zastanawiałam się nad tym dłużej. Nie mogłam. Katie złapała mnie za ramiona.
- Nie uwierzysz co ja wczoraj przeżyłam! - zaczęła się nade mną drzeć - Tym wczorajszym kumplem był Zayn - cała noc z Zaynem pod jednym dachem. Mów dalej - Pamiętasz jak Selena wspomniała, że przedstawi nam swojego chłopaka? - potaknęłam głową - Przeżyłam wczorajszą noc z Seleną Vioce. Jakkolwiek to brzmi - coś zakuło i to bardzo. Zayn i Selena. Coś stanęło mi w gardle i nie chciało mi przejść. Okropne uczucie.
- Cała noc z Seleną . Brrr... to Twoje ostatnie takie wyjście - tak, bo właśnie o to mi chodziło... nie
- Opowiadaj lepiej o randce z Nicolasem - nie mogłam się skupić, aby przypomnieć sobie co było wczoraj, ale opowiedziałam jej wszystko od początku do końca. - Oooo - skomentowała - Serio jest taki dziany? Nie, żeby coś, ale wow
- Może... trochę. Nie lecę na jego pieniądze - nie wiem, czy w ogóle lecę na niego. Uderzyłam ją w ramię -zabrzmiał dzwonek. Szczęście, a może pech trafiły na to, że w klasach było pustawo i nie siadałam koło Zayna jak na początku. Coś sprawiało, ze robiło mi się słabo, gdy na niego spoglądało. To może głupio zabrzmiało. Nie z obrzydzenia. Wyobrażałam sobie jego z Seleną...
- Mogę wyjść do pielęgniarki - wstałam w końcu. Nauczycielka tylko kiwnęła głową. To była ostatnia moja lekcja. Chowając się przed kamerami. Dostałam się na parking i odjechałam do domu. Po drodze minęłam się z czarną Yamahą. Jednak dojechałam bezpiecznie do domu. - Przecież w Bradford nie ma jednej, czarnej Yamahy, oby - westchnęłam i zaparkowałam pod domem. Weszłam do środka. Tom był w kuchni i...
- Gotujesz?! - wybałuszyłam oczy. Dziś chyba nic mnie już nie zdziwi
- Katie przychodzi na obiad. - pod jarał się. Widać. Usiadłam na krześle przed nim.
- Mógłbyś proszę za moimi plecami nie spotykać się z moimi wrogami? - nie podobało mi się to, że spotkał się z Seleną. Fakt nie sam, ale to nic nie zmieni.
- Nie wiedziałem, że tam będzie. Zayn powiedział, że ma dziewczynę. Nie wiedziałem, że to ona - zrobiło mi się niedobrze
- Dobra, daruj już. Katie zaraz przyjdzie - poszłam na górę i zamknęłam się w pokoju... cóż za nowina na toaletce leżała kartka.
Nie słuchaj nikogo. Posłuchaj głosu serca. To nie jest tak jak myślisz.
xx
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ukazał się Nicolas. Odebrałam.
- Tak? - zapytałam niepewnie
- Tak chciałem zadzwonić. Nie odezwałaś się po wczoraj - o Boże Nicolas. Kompletnie o nim zapomniałam przez to wszystko.
- Oh, tak przepraszam. Miałam parę spraw na głowie - wydukałam
- Rozumiem, ale już wszystko ok?
- Raczej tak
- Jakby co możesz na mnie liczyć. Myślę, że niedługo znów się spotkamy
- Ja też mam taką nadzieję - uśmiechnęłam się do słuchawki, gdy do pokoju weszła Katie - Wiesz co, muszę już kończyć
- Do zobaczenia
- Do zobaczenia - westchnęłam. Katie skakała po pokoju.
- Opanuj się - złapałam ją za ręce i przystanęła.
- Byłaś na głośniku! A ja wszyyyystko słyszałam. To idealny facet dla Ciebie - wiedziałam o tym, ale co z tego. Jeśli widzę tylko... Ogarnij się dziewczyno. Nicolas to idealna opcja dla Ciebie. Może to nie miłośc, ale kiedyś...
- W co się ubieramy? - przerwałam sama sobie
- Dzisiaj ja Cię uszykuję. Mam coś w zanadrzu dla Ciebie. Myślałam o tym od wczoraj - pchała mnie w stronę łazienki.
- Już dobra! - puściłam ją i sama do niej weszłam zamykając się na trzy spusty. Wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy. Reszta leżała w rękach Katie. Po dwóch godzinach stanęłam przed lustrem i zobaczyłam to...
- Co to jest?! Lubie krótko i obcisło, ale to już przesada - skrzywiłam się
- Nie rób min, bo makijaż zmażesz! - podniosła na mnie rękę i opuściła - masz wyglądać, lepiej niż Selena.
- Niby czemu? Przecież już jest z Zaynem - palnęłam zanim zdołałam cokolwiek pomyśleć
- A Ty tylko o jednym! Przegrałaś wybory. Przypomnę Ci moja droga. Teraz ja idę się szykować - schowała się w łazience. Wzięłam lusterko do ręki i co chwila poprawiałam moje włosy.
- Może to nie taki głupi pomysł - chciałam wyobrazić się tańcząca tak z Nicolasem, którego tam jednak nie będzie. Jednak za każdym razem jego włosy ciemniały, a na twarzy pojawiał się dwudniowy zarost. Rękawy garnitury podwijały się, a na rękach ukazywały się malownicze tatuaże. Błękitne oczy Nicolasa zamieniały się w brązową otchłań. Z zamyśleń wybudziła mnie prześlicznie wystrojona Katiew swojej beżowej sukience i czarnych szpilkach. Byłyśmy idealnym kontrastem.
- Teraz możemy iść - na dole czekał już mój elegancki braciszek. Pocałowali się i mogliśmy iść do samochodu. W końcu podjechaliśmy pod wielki dom Seleny. Szliśmy w kierunku ogrodu, w którym miała odbyć się impreza. Thomas wyglądał jak Alvaro obejmując nas dwie po obu stronach. Na trawniku stał Zayn z papierosem.
Modliłam się, by nie zauważył Toma.
- Zayn! - mój brat to idiota. Malik odwrócił się w naszą stronę. Uśmiechnął się zawadiacko. Przejechał mnie wzrokiem od góry do dołu i wypuścił dym papierosowy.
- Hej - podał rękę Tomowi. Zaraz podbiegła do niego Selena ubrana w czerwone, krótkie coś mające przypominać bluzkę, baaaardzo krótką bluzkę i spódniczkę. Spojrzałyśmy się na siebie z Katie. Ona nie wyglądała dobrze. To my wyglądałyśmy dobrze. Ona wyglądała jak dziwka.
- Już pewnie wiesz - Selena zwróciła się w moją stronę - że jesteśmy parą, a miała być taka tajemnica - co Ty nie powiesz - miłości nie da się niestety ukryć - Ty nie wiesz co to znaczy, kochan. Pokiwałam tylko przecząco głową i dławiłam się pustym śmiechem. Zayn przyciągnął Selenę do siebie i wpił się w jej usta, namiętnie przeszukując językiem jej paszcze smoka. Na koniec pocałował ją w szyję. Nie jestem zazdrosna! Mam Nicolasa.
- Miłej zabawy - pomachała. Zayn przyciągnął ją do siebie trzymając rękę na jej pośladkach i odeszli. Miałam najgorszą minę jaką mogłam wtedy tylko mieć. włącz
- Chodźcie, bo mnie nosi - Katie pociągnęła nas. Wystarczyły dwie godziny, żeby w około lał się alkohol, a napalone dziewczyny wskakiwały z chłopakami do basenów, pokoje były również już pozajmowane. Cała reszta tańczyła na wielkim tarasie. Kolorowe światła migotały mi przed oczami. Gdy skończyłam tańczyć, z którymś z chłopaków podeszła do mnie Katie i nachyliła się nad moim uchem.
- Założę się, że nie pocałujesz się z DJ-em - jedna i druga byłyśmy już ostro wstawione
- Nie - kiwnęłam głową
- Jesteś pijana. Dasz radę - zaśmiała się
- O co? - podniosłam brew
- O szpilki. Możesz wybrać jedną parę z mojej szafy. - uśmiechnęła się. Była spita. Cały czas się śmiała
- Kusząca propozycja. Stoi - DJ był przystojny. Nic mnie nie powstrzymywało. Przecisnęłam się przez parę całujących się lesbijek dostając piwem po dekolcie.Trafiłam tylko na moment, gdy przy konsoli było mało osób. Weszłam na podest i zbliżyłam się do chłopaka. Zdjęłam mu słuchawki z uszu wpiłam się w jego usta. Chłopak się uśmiechał. Przerwał, by wcisnąć coś na konsoli. Podniósł mnie łapiąc za tyłek i zaczął mnie nieść w stronę domu. Nieświadoma niczego pogłębiałam pocałunki. Wyprężyłam się, gdy zaczął całować moją szyję, a później dekolt. Dotarliśmy do jakiegoś pokoju. Położył mnie na łóżku. Jego ręką znalazła się pod moją sukienką, gdy coś... albo ktoś go zatrzymało. Usiadłam na łóżku, zobaczyłam jak chłopak dostaje w twarz i pada na ziemię. Napastnik rzucił się na niego. W końcu światło padające z przedpokoju pozwoliło mi określić, że był to...
poniedziałek, 26 września 2016
Rozdział 5.
Dziś nieco krótszy
__________________________________________
Potrząsnęłam głową, żeby wymazać sobie z podświadomości skutki znajdowania się w tamtych okolicach i tamto popołudnie.
- To niebezpieczne miejsce - upiłam soku - Co tam robiłeś?
- Sprawy biznesowe - zakrztusiłam się. Na Aire Street?! Dobra, nie drążmy więcej tego.
- Mieszkasz z rodzicami? - walnęłam pierwsze lepsze pytanie, które przyszło do mojej pustej głowy
- Nie. Przeprowadziłem się tutaj sam... - zadzwonił mu telefon. - Przepraszam - odebrał i trochę zbladła mu mina. Po minucie potakiwania rozłączył się - Przepraszam, ale muszę już iść. Widzimy się wieczorem - dał mi buziaka w policzek.
- Pa - uśmiechnęłam się na pożegnanie. W tedy niczego nie podejrzewałam. Byłam szczęśliwa, uśmiechnięta jak jeszcze nigdy dotąd. Ciekawa jestem jakby to było z Zaynem? Jakby było, gdybym spędziła z nim taki jeden wieczór? Zaczęłam się szykować, żeby jak najszybciej odwrócić myśli.
Musiałam go jak najszybciej stamtąd wymazać. Siedziałam na przeciw mojej toaletki, gdy światło, które odbijało się o lustro zaczęło mnie razić.
Odwróciłam się w stronę stronę okna i ujrzałam srebrną Yamahe pod swoim domem.
- Co to kurwa zloty motocyklistów? - zmrużyłam oczy. Gdy doszłam do okna. Motor odjechał w raz z właścicielem z piskiem opon. Darowałam sobie to co przed chwilą zobaczyłam i zaczęłam się upiększać na randkę z Nicolasem. Znalazłam w mojej wielkiej szafie idealną sukienkę na ten wieczór. Spięłam włosy w koka i była już gotowa, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam ze sobą niewielką torebkę, włożyłam czarne szpilki i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi. W progu stał Nicolas w doskonale dopasowanym garniturze i zawadiackim uśmieszkiem na twarzy.
__________________________________________
Potrząsnęłam głową, żeby wymazać sobie z podświadomości skutki znajdowania się w tamtych okolicach i tamto popołudnie.
- To niebezpieczne miejsce - upiłam soku - Co tam robiłeś?
- Sprawy biznesowe - zakrztusiłam się. Na Aire Street?! Dobra, nie drążmy więcej tego.
- Mieszkasz z rodzicami? - walnęłam pierwsze lepsze pytanie, które przyszło do mojej pustej głowy
- Nie. Przeprowadziłem się tutaj sam... - zadzwonił mu telefon. - Przepraszam - odebrał i trochę zbladła mu mina. Po minucie potakiwania rozłączył się - Przepraszam, ale muszę już iść. Widzimy się wieczorem - dał mi buziaka w policzek.
- Pa - uśmiechnęłam się na pożegnanie. W tedy niczego nie podejrzewałam. Byłam szczęśliwa, uśmiechnięta jak jeszcze nigdy dotąd. Ciekawa jestem jakby to było z Zaynem? Jakby było, gdybym spędziła z nim taki jeden wieczór? Zaczęłam się szykować, żeby jak najszybciej odwrócić myśli.
Musiałam go jak najszybciej stamtąd wymazać. Siedziałam na przeciw mojej toaletki, gdy światło, które odbijało się o lustro zaczęło mnie razić.
Odwróciłam się w stronę stronę okna i ujrzałam srebrną Yamahe pod swoim domem.
- Ślicznie wyglądasz - pocałował moją rękę. Miało być kino, a tu zapowiadało się znacznie więcej. Puder nie wytrzymał z moimi rumieńcami, które ukazały się na policzkach. Zamknęłam drzwi za sobą. Nicolas podał mi rękę i otworzył drzwi do miejsca pasażera. Modliłam się tylko o to, bym nie potknęła się wchodząc do auta. Udało mi się tego uniknąć. Uśmiechnęłam się w stronę Nicolasa, a on odwdzięczył się tym samym. Zamknął z lekkością drzwi. Po chwili siedział już na miejscu kierowcy.
- Nie dokończyliśmy naszej rozmowy. Przeprowadziłem się tu z Londynu - wybałuszyłam oczy. Z Londynu do Bradford. To jak wykopanie sobie 2 metrowego dołu. - Coś nie tak?
- Cóż to trochę... nie zrozum mnie źle. Dziwne, że ktoś przeprowadza się z wielkiego Londynu do małego Bradford - westchnęłam
- W Londynie miałem parę problemów. Uporałem się z nimi i teraz chce zacząć od nowa. - zatrzymał samochód przed Sunrise. Najlepszej restauracji w Bradford. Otworzył mi drzwi i podał rękę. - Sądziłem, że to najlepsze miejsce. - objął mnie ramieniem i weszliśmy do środka. Wszystko było takie piękne. Ściany, żyrandole, zasłony, zastawa. Jak w bajce o kopciuszku. Ciekawe kiedy wybije dwunasta, a ta bajka się skończy. Nasz zarezerwowany wcześniej stolik znajdował się na tarasie. Wewnątrz starszy mężczyzną grał na skrzypcach, a do nas docierała subtelna melodia. Wokoło nie było nikogo po za kelnerem. Po kolacji delektowaliśmy się smakiem czerwonego wina. Nicolas przez cały czas trzymał mnie za rękę. Rozmową nie było końca. Z każdym kieliszkiem nasze uśmiechy się poszerzały.
- Będziesz musiał zadzwonić po taxówkę - zauważyłam
- Ależ oczywiście. Nie naraziłbym Cię na takie niebezpieczeństwo - czułam się jakbym znała go dłużej niż w zasadzie pół dnia. Widziałam jak zostawia kelnerowi spory napiwek. Skąd on ma tyle forsy?
Odprowadził mnie pod drzwi. Staliśmy na przeciwko siebie. Światło latarni odbijało się o twarz Nicolasa. Spojrzałam w jego oczy i ujrzałam twarz Zayna. Nie to nie może być tak. Nicolas nachylił się do pocałunku, ale się odsunęłam. Nie mogłam. Nie wiem czemu.
- Rozumiem - pogłaskał mnie po twarzy i uśmiechnął się - Do zobaczenia - szepnął na ucho i odszedł. Stałam jeszcze przez chwile przed drzwiami i w końcu weszłam do środka. W kuchni... paliło się światło. Wychodziłam za dnia. Nie powinno. Na stole leżała karteczka
Jesteś MOJA zapamiętaj to! Słodkich snów xx
___________________________________________
Z upragnieniem czekam na Wasze komentarze
Rozdział 4.
Dziś zadziwiająca cisza. Nikt nic nie mówi. Wiedzą wszyscy. - spiker
Wraz z pobudką zalała mnie fala wczorajszych zdarzeń. Usiadłam gwałtownie i złapałam się za głowę. Nie w moim nudnym życiu nie mogły dziać się takie rzeczy i już więcej na nie nie pozwolę. Przypomniały mi się słowa Zayna o mojej nienagannej frekwencji i dobrych stopniach. Trudno. Muszę dostać się do dobrego collegu. Jeszcze nie wiem jakiego, ale dobrego. Mimo wszystko czułam, że coś się we mnie zmieniło.Poszłam do łazienki wziąć szybki zimny prysznic, który miał mnie postawić na nogi. Miałam jeszcze sporo czasu do szkoły, więc założyłam moją ulubioną bieliznę. Zarzuciłam się jedwabnym szlafrokiem. O tej porze Tom był zwykle w pracy, więc mogłam się trochę powygłupiać. Włączyłam głośno muzykę. Na tyle, żeby z mojego pokoju było słychać ją w kuchni. Zabrałam ze sobą pilota i skierowałam się ku schodom. Spojrzałam w dół i na ten widok. Spadłam z nich. Na dole. W mojej jadalni. Na moim krześle. Siedział. Zayn. Zaraz za nim podbiegł Tom z Katie
Wraz z pobudką zalała mnie fala wczorajszych zdarzeń. Usiadłam gwałtownie i złapałam się za głowę. Nie w moim nudnym życiu nie mogły dziać się takie rzeczy i już więcej na nie nie pozwolę. Przypomniały mi się słowa Zayna o mojej nienagannej frekwencji i dobrych stopniach. Trudno. Muszę dostać się do dobrego collegu. Jeszcze nie wiem jakiego, ale dobrego. Mimo wszystko czułam, że coś się we mnie zmieniło.Poszłam do łazienki wziąć szybki zimny prysznic, który miał mnie postawić na nogi. Miałam jeszcze sporo czasu do szkoły, więc założyłam moją ulubioną bieliznę. Zarzuciłam się jedwabnym szlafrokiem. O tej porze Tom był zwykle w pracy, więc mogłam się trochę powygłupiać. Włączyłam głośno muzykę. Na tyle, żeby z mojego pokoju było słychać ją w kuchni. Zabrałam ze sobą pilota i skierowałam się ku schodom. Spojrzałam w dół i na ten widok. Spadłam z nich. Na dole. W mojej jadalni. Na moim krześle. Siedział. Zayn. Zaraz za nim podbiegł Tom z Katie
- Nic Ci nie jest? - Tom się zmartwił. Podbiegł szybko do mnie i chciał pomóc mi wstać, ale ja odtrąciłam jego rękę i złapałam się za kostkę. Bolała jak cholera - Zawsze tak paradujesz po domu jak mnie nie ma? - zaśmiał się. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Zawiązałam szlafrok w pasie. Katie zaczęła się śmiać,a Zayn podniósł prawą brew.
- Co tu wszyscy do cholery robicie?! - wydarłam się - Jak to kurwa boli!
- Dobry dobór bielizny - Katie pokazała mi kciuk w górę wyłączając radio, a ja wytknęłam jej język - Jak ko..- chciała spytać, ale Tom jej się wtrącił
- Wziąłem tydzień urlopu. Katie i Zayn zostali na noc - wyjaśnił jak, gdyby nigdy nic.
- A może mnie, by tak ktoś spytało zdanie? Niech ci rodzice już wracają - burknęłam dalej siedząc na schodach
- Co z kostką?! - Kate zauważyła jak moja noga co raz bardziej przypomina kartofla. Nie! Buraczka! To warzywo lepiej odzwierciedlało kolor mojej stopy
- Boli - tłumię łzy wzdychając. Tomas podnosi mnie ze schodów
- No to jedziemy do szpitala
- Co? Jakiego szpitala? Nigdzie nie idę - oburzona skoczyłam na równe nogi, ale zaraz dotarło do mnie, że to był beznadziejny pomysł. Do moich uszu dotarł tłumiony śmiech Zayna. Wtedy przyszło mi do głowy zastanawiać się co on tu do cholery robi? Spał w moim domu?! Ale... nic nie rozumiem. Wiem jedno. Jestem wściekła.
- Co z kostką?! - Kate zauważyła jak moja noga co raz bardziej przypomina kartofla. Nie! Buraczka! To warzywo lepiej odzwierciedlało kolor mojej stopy
- Boli - tłumię łzy wzdychając. Tomas podnosi mnie ze schodów
- No to jedziemy do szpitala
- Co? Jakiego szpitala? Nigdzie nie idę - oburzona skoczyłam na równe nogi, ale zaraz dotarło do mnie, że to był beznadziejny pomysł. Do moich uszu dotarł tłumiony śmiech Zayna. Wtedy przyszło mi do głowy zastanawiać się co on tu do cholery robi? Spał w moim domu?! Ale... nic nie rozumiem. Wiem jedno. Jestem wściekła.
- Czemu nie powiedziałaś, że kupiłaś nowe buty? - Katie zajrzała do torby z wczorajszych zakupów. Zayn musiał wyjąć je z auta. Swoją drogą szybko zmieniła temat
- Jakby Cię to ostatnio interesowało - trochę przegięłam. Posmutniała - Przepraszam. To nie miało tak zabrzmieć. - Poszłam się przebrać, albo raczej dokuśtykałam. Totalna zmiana na czarne rurki i biały sweterek po tym co zobaczyli przed chwilą. Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół. Sądząc po braku czarnej Hondy, Zayn odjechał.
- Jedziesz ze mną? - spytałam się mojej przyjaciółki
- Gdzie? - wyrwał się Thomas
- Do szkoły. Je.. - nie dokończyłam, bo ten położył mnie na kanapie - Nie przeleżę piątku w łóżku tylko dlatego, że mój brat sprawia sobie przys... strasznych facetów na noc! - Sama nie wierzę w to co właśnie o mały włos nie wyleciało z moich ust
- Musisz poleżeć - mówi Kate i kładzie mi na nogę zimny woreczek z lodem. Musiała zauważyć, że mi zimno, bo zaraz przykrywa mnie kocem
- Ugh! - załamuje ręce - Już drugi raz nie będę w szkole. Po za tym co z moją kampanią? - próbowałam odwrócić uwagę Kate i wstałam. Swoją drogą z noga już nie było aż tak źle. Prócz tego, że wyglądała beznadziejnie. Pociągnęłam torbę i Kate za rękę. Oboje przytaknęli i po 15 minutach byłam już w szkole. Po całym dniu stwierdziłam, że propozycja zostania w domu była dużo ciekawsza. Ominęły, by mnie dwie klasówki i jedna niezapowiedziana kartkówka. Wykończona padłam na miejsce pasażera w samochodzie Kate. To był długi dzień. Na żadnej lekcji jednak nie było Zayna. Może zrezygnował. A może nie chodzi zawsze do szkoły? W sumie nie wygląda na kogoś kogo ciekawiłaby literatura, matematyka, czy nawet angielski. Czemu ja wgl zaprzątam sobie nim głowę. Zaczęłam nią potrząsać, gdy Kate weszła do auta.
- Teraz na lody! - rozkazałam, a ona się zaśmiała. Obiecała, że będzie mnie dziś wszędzie wozić. Dojechałyśmy tam gdzie ostatnio. Zajęłyśmy miejsca i czekałyśmy, aż kelnerką przyniesie nam to co zwykle. Rozmawiałyśmy długo, gdy zobaczyłam na moim wyświetlaczu nieznany numer. Przeciągnęłam palcem po ekranie i przyłożyłam, telefon do ucha.
- Gdzie? - wyrwał się Thomas
- Do szkoły. Je.. - nie dokończyłam, bo ten położył mnie na kanapie - Nie przeleżę piątku w łóżku tylko dlatego, że mój brat sprawia sobie przys... strasznych facetów na noc! - Sama nie wierzę w to co właśnie o mały włos nie wyleciało z moich ust
- Musisz poleżeć - mówi Kate i kładzie mi na nogę zimny woreczek z lodem. Musiała zauważyć, że mi zimno, bo zaraz przykrywa mnie kocem
- Ugh! - załamuje ręce - Już drugi raz nie będę w szkole. Po za tym co z moją kampanią? - próbowałam odwrócić uwagę Kate i wstałam. Swoją drogą z noga już nie było aż tak źle. Prócz tego, że wyglądała beznadziejnie. Pociągnęłam torbę i Kate za rękę. Oboje przytaknęli i po 15 minutach byłam już w szkole. Po całym dniu stwierdziłam, że propozycja zostania w domu była dużo ciekawsza. Ominęły, by mnie dwie klasówki i jedna niezapowiedziana kartkówka. Wykończona padłam na miejsce pasażera w samochodzie Kate. To był długi dzień. Na żadnej lekcji jednak nie było Zayna. Może zrezygnował. A może nie chodzi zawsze do szkoły? W sumie nie wygląda na kogoś kogo ciekawiłaby literatura, matematyka, czy nawet angielski. Czemu ja wgl zaprzątam sobie nim głowę. Zaczęłam nią potrząsać, gdy Kate weszła do auta.
- Teraz na lody! - rozkazałam, a ona się zaśmiała. Obiecała, że będzie mnie dziś wszędzie wozić. Dojechałyśmy tam gdzie ostatnio. Zajęłyśmy miejsca i czekałyśmy, aż kelnerką przyniesie nam to co zwykle. Rozmawiałyśmy długo, gdy zobaczyłam na moim wyświetlaczu nieznany numer. Przeciągnęłam palcem po ekranie i przyłożyłam, telefon do ucha.
- Cześć Rose, dałaś mi wczoraj swój numer - uśmiechnęłam się na wspomnienie dwóch chłopaków z kawiarni. Katie spojrzała się na mnie niemo mówiąc "Kto to?". Machnęłam tylko ręką na znak, że powiem jej później. - Tutaj Nicolas
- O hej, pamiętam. Co tam? - zarumieniłam się
- Dzwonie z pytaniem, czy nie chciałabyś ze mną gdzieś wyskoczyć. Do kina np. - chłopak się jąkał. To było takie urocze.
- Jasne, żebym chciała - rozpromieniałam
- Aktualnie jestem poza miastem. Może poniedziałek o 7? - spytał
- Jasne
- Wyślij mi swój adres to podjadę po Ciebie
- Pa - rozłączył się. - Po mimo fatalnego poranka, wieczór zapowiadał się rewelacyjnie. Katie mnie szturchnęła.
- No mów wreszcie!
- Umówiłam się na randkę - wyrzuciłam, a ta zaczęła piszczeć i cieszyć się. Nic nowego. Zwróciła na siebie uwagę większości ludzi znajdujących się wokół nas. - Z kim? Znam go może? Kiedy go poznałaś? - zalała mnie falą pytań.
- Poznałam go wczoraj w kawiarni - zaraz przed tym feralnym zdarzeniem - Ma na imię Nicolas. Nie, nie znasz go.
- Przystojny? Nie no jeśli się z nim umówiłaś to musi być - machnęła ręką
- Czy Ty próbujesz mi przekazać, że jestem płytka? - wzburzyłam się. Akurat koło nas przechodził Zayn i zaśmiał się tylko. Odwróciłam głowę w jego stronę.Nie widziałam go tu wcześniej. Zrobił to samo, spuścił okulary i wysłał mi jeden z tych swoich zawadiackich uśmiechów, a potem poszedł po schodach na górę. Zawsze, gdy patrzył na mnie czułam dyskomfort i poddenerwowanie.
- Cóż, facet widział Cię nago. W dosadnie seksownej bieliźnie. Inaczej już na Ciebie nie spojrzy - wiedziałam, że ma racje. Właśnie miałam ją spytać, dlaczego został na noc, ale mnie wyprzedziła
- Wiedziałaś, że przyjaźni się z Tomem?
- Co się robi? - zachłysnęłam się własną śliną.
- Od paru miesięcy. - wiedziałam, że to dopiero początek niespodzianek na najbliższe dni. To dlatego Thomas kręcił się przy Aire Street. Od początku wiedziałam, że ten chłopak to chodzące nieszczęście - Nie patrz tak na mnie. Nie mówił mi nic więcej. Nie lubi poruszać tego tematu - widać kto w tym związku nosi spodnie i to z pewnością nie była ona.
Spędziłyśmy razem wspaniały weekend. Od czasu do czasu podążał za nami Thomas. Przyszedł poniedziałek i trzeba było wrócić do rzeczywistości. Już i tak zapomniałam co działo się w zeszłym tygodniu. Szłam akurat na wf, gdy...
Ogłaszam wyniki głosowania na przewodniczącego - po korytarzu rozbrzmiał się głos dyrektorki. Katie złapała moją rękę.
Różnicą jednego, zaś ważnego głosu wygrała Selena Voice - głośniki się wyłączyły.
- Ona?! - Katie zacisnęła pięść. Fanfary rozegrały się po szkolnym korytarzu. Selena szła ze swoją świtą i plikiem karteczek. Podeszła w naszą stronę.
- To była czysta przyjemność rywalizowania z Tobą. Zapraszam Was na moją imprezę nad basenem jutro wieczorem - podała nam dwie koperty.
- Nas? - wytrzeszczyłam oczy
- Owszem. Będą osoby, które cokolwiek znaczą w tej szkole. Trzeba przyznać, że przeskoczyłaś o level wyżej konkurując ze mną. Przejdźmy do setna. Chce się pokazać z nowym chłopakiem. Brak Was na tej imprezie to jak towarzyskie samobójstwo - pomachała i odeszła
- Nigdzie...- Katie zatkała mi ręką usta.
- Idziemy - świeciły jej się oczy. Wiedziałam, że coś kombinuje. Zabrzmiał dzwonek. Rozeszłyśmy się.Weszłam do klasy. Znów była pełna. Musiałam usiąść obok Zayna.
- Cześć - westchnęłam. Spojrzał się na mnie badawczo i odwrócił głowę w stronę okna. Usiadłam obok nie pytając o nic. W raz z jego oddechem poczułam zapach papierosów. Marlboro Goldy były mu znane. Zapach papierosów mieszał się z zapachem jego perfum, ciała. Woń mnie odurzyła. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym. Do tego jego dwudniowy zarost. Nie mogłam mu się oprzeć. Rosalie ogarnij się. Z zamyślań wytrąciło mnie wibrowanie telefonu. To Nick. Uśmiechnęłam się do ekranu
Nick:Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętasz? :*
Rose: Spotkanie, dzisiaj. Tak :D
Nick: To dobrze. Ja o Tobie też dużo myślałem.
Zawstydzona nie wiedziałam co mu odpisać.
Rose: Miło. Do zobaczenia
Odpowiedział tym samym. Przez resztę zajęć próbowałam skupić się na tym co mówił nauczyciel. Reszta dnia zleciała już całkiem spokojnie. Katie przejmowała się cały czas tą imprezą od czasu do czasu odpisując mojemu bratu.
- Nie pogniewasz się jeżeli pójdziemy w trójkę? - młodsza siostra idzie z braciszkiem
- Niech będzie. Tylko ma mnie nie kontrolować - ostrzegłam. Muszę przyznać, że po alkoholu lubiłam się przytulać, ale zawsze w porę się ogarniałam i pilnowałam się. Thomas zaraz, by się wściekał.
- Właśnie. Masz dziś wolny dom. Thomas przychodzi do mnie na noc i... - przerwałam jej
- Skończ. Zatrzymajcie to dla siebie - zaczęła się śmiać. Pokręciła głową.
- Thomas ma przyjść z jakimś kumplem i jego dziewczyną. - skrzywiłam się
- Nie, nie zdradzam Cię - przytuliła się do mnie.
- To ma być pierwszy i ostatni raz - zmrużyłam oczy.
- Dobrze Kochana. Po za tym z tego co wiem to jesteś dzisiaj zajęta. - udałam, że nic nie usłyszałam. Wyszyłyśmy przed budynek szkoły. Słońce mocno przygrzewało. Przed moimi oczami ukazał się Thomas z rozłożonymi rękoma. Dobrze wiedziałam, że to nie w moją stronę. Czułam się zazdrosna. Zwykle ich dwójka była moja na wyłączność, a teraz musiałam się każdym z nich dzielić.
- Rose, obiad jest w lodówce
- Chyba pizza jest w lodówce - poprawiłam go
- Sam ją zrobiłem - podciągnął brew
- Chyba kupiłem - zaśmiałam się, a on wytknął mi język.
- Oj chodźcie już - zabuczała Katie i wepchnęła Thomasa do swojego samochodu. Dotarłam do domu i od razu pobiegłam pod prysznic. Było strasznie ciepło. Przebrałam się w strój kąpielowy klik . Wzięłam ulubioną książkę i rozłożyłam się na leżaku w ogrodzie. Nagle poczułam krople wody lecące po moich plecach. Podskoczyłam jak oparzona z piskiem. Woda tryskała z węża ogrodowego sąsiadów.
- Ej! - stanęłam na podeście. Chłopak się odwrócił - Weź tego węża stąd
- Cześć Rose - pomachał w moją stronę. Nie skojarzyłam typa. Ściągnęłam okulary, by mu się przyjrzeć
- Nicolas? - ten sam, z którym się umówiłam na dziś wieczór.
- Nie wiedziałem, że tu mieszkasz - zauważył zadowolony - Przeprowadziłem się tu niespełna tydzień temu - wszystko wyjaśniało. Dom stał pusty od dawna. - Myślałem, że tu mieszka dwójka chłopaków, a nie taka ładna dziewczyna - moje poliki spalił rumieniec. Zaraz. Dwóch?
- Na pewno dwóch?
- No tak. Wysoki blondyn.
- To mój brat Thomas - tyle się zgadzało.
- I tego samego wzrostu brunet. Przyjeżdża czarną Hondą - nie wierze . On mówiło Zaynie. Starałam się jak najmniej rozdziawić buzie. Musiał tu przyjeżdżać, gdy mnie nie było.
- Yyy... to jego dobry znajomy - próbowałam się z tego wywinąć. - Chodź do mnie. Nie będziemy przez płot rozmawiać - Nicolas zręcznie przeskoczył przez płot. - Trenujesz coś?
- Lekkoatletykę - chłopak obdarzył mnie promienistym uśmiechem.
- To wszystko wyjaśnia - powiedziałam to na głos? Nicolas się roześmiał - Chcesz coś do picia?
- Z chęcią - zarzuciłam na siebie koszulę poszliśmy w stronę kuchni. - nalałam mu soku, który stał w dzbanku na blacie i usiadłam na nim - Dzięki. - przyłożył szklankę do ust nie spuszczając ze mnie wzroku. - Rozumiem, że wieczór aktualny
- Ależ oczywiście - ciarki mnie przechodziły, gdy w ten sposób na mnie patrzył. Jednak dalej nie wychodziło mi z głowy jedno.
- Ten chłopak często tu bywa? - dociekałam
- Po kilka razy w tygodniu. A coś nie tak? - skrzywił się
- Nie, nic. Tylko mój brat chyba zadaje się z nieodpowiednim towarzystwem - popiłam soku
- Ostatnio widziałem go na Aire Street - zakrztusiłam się na te słowa. Mój brat. Znowu.
_____________________________________________
Czekam na Wasze komentarze :*
- Aktualnie jestem poza miastem. Może poniedziałek o 7? - spytał
- Jasne
- Wyślij mi swój adres to podjadę po Ciebie
- Pa - rozłączył się. - Po mimo fatalnego poranka, wieczór zapowiadał się rewelacyjnie. Katie mnie szturchnęła.
- No mów wreszcie!
- Umówiłam się na randkę - wyrzuciłam, a ta zaczęła piszczeć i cieszyć się. Nic nowego. Zwróciła na siebie uwagę większości ludzi znajdujących się wokół nas. - Z kim? Znam go może? Kiedy go poznałaś? - zalała mnie falą pytań.
- Poznałam go wczoraj w kawiarni - zaraz przed tym feralnym zdarzeniem - Ma na imię Nicolas. Nie, nie znasz go.
- Przystojny? Nie no jeśli się z nim umówiłaś to musi być - machnęła ręką
- Czy Ty próbujesz mi przekazać, że jestem płytka? - wzburzyłam się. Akurat koło nas przechodził Zayn i zaśmiał się tylko. Odwróciłam głowę w jego stronę.Nie widziałam go tu wcześniej. Zrobił to samo, spuścił okulary i wysłał mi jeden z tych swoich zawadiackich uśmiechów, a potem poszedł po schodach na górę. Zawsze, gdy patrzył na mnie czułam dyskomfort i poddenerwowanie.
- Cóż, facet widział Cię nago. W dosadnie seksownej bieliźnie. Inaczej już na Ciebie nie spojrzy - wiedziałam, że ma racje. Właśnie miałam ją spytać, dlaczego został na noc, ale mnie wyprzedziła
- Wiedziałaś, że przyjaźni się z Tomem?
- Co się robi? - zachłysnęłam się własną śliną.
- Od paru miesięcy. - wiedziałam, że to dopiero początek niespodzianek na najbliższe dni. To dlatego Thomas kręcił się przy Aire Street. Od początku wiedziałam, że ten chłopak to chodzące nieszczęście - Nie patrz tak na mnie. Nie mówił mi nic więcej. Nie lubi poruszać tego tematu - widać kto w tym związku nosi spodnie i to z pewnością nie była ona.
Spędziłyśmy razem wspaniały weekend. Od czasu do czasu podążał za nami Thomas. Przyszedł poniedziałek i trzeba było wrócić do rzeczywistości. Już i tak zapomniałam co działo się w zeszłym tygodniu. Szłam akurat na wf, gdy...
Ogłaszam wyniki głosowania na przewodniczącego - po korytarzu rozbrzmiał się głos dyrektorki. Katie złapała moją rękę.
Różnicą jednego, zaś ważnego głosu wygrała Selena Voice - głośniki się wyłączyły.
- Ona?! - Katie zacisnęła pięść. Fanfary rozegrały się po szkolnym korytarzu. Selena szła ze swoją świtą i plikiem karteczek. Podeszła w naszą stronę.
- To była czysta przyjemność rywalizowania z Tobą. Zapraszam Was na moją imprezę nad basenem jutro wieczorem - podała nam dwie koperty.
- Nas? - wytrzeszczyłam oczy
- Owszem. Będą osoby, które cokolwiek znaczą w tej szkole. Trzeba przyznać, że przeskoczyłaś o level wyżej konkurując ze mną. Przejdźmy do setna. Chce się pokazać z nowym chłopakiem. Brak Was na tej imprezie to jak towarzyskie samobójstwo - pomachała i odeszła
- Nigdzie...- Katie zatkała mi ręką usta.
- Idziemy - świeciły jej się oczy. Wiedziałam, że coś kombinuje. Zabrzmiał dzwonek. Rozeszłyśmy się.Weszłam do klasy. Znów była pełna. Musiałam usiąść obok Zayna.
- Cześć - westchnęłam. Spojrzał się na mnie badawczo i odwrócił głowę w stronę okna. Usiadłam obok nie pytając o nic. W raz z jego oddechem poczułam zapach papierosów. Marlboro Goldy były mu znane. Zapach papierosów mieszał się z zapachem jego perfum, ciała. Woń mnie odurzyła. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym. Do tego jego dwudniowy zarost. Nie mogłam mu się oprzeć. Rosalie ogarnij się. Z zamyślań wytrąciło mnie wibrowanie telefonu. To Nick. Uśmiechnęłam się do ekranu
Nick:Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętasz? :*
Rose: Spotkanie, dzisiaj. Tak :D
Nick: To dobrze. Ja o Tobie też dużo myślałem.
Zawstydzona nie wiedziałam co mu odpisać.
Rose: Miło. Do zobaczenia
Odpowiedział tym samym. Przez resztę zajęć próbowałam skupić się na tym co mówił nauczyciel. Reszta dnia zleciała już całkiem spokojnie. Katie przejmowała się cały czas tą imprezą od czasu do czasu odpisując mojemu bratu.
- Nie pogniewasz się jeżeli pójdziemy w trójkę? - młodsza siostra idzie z braciszkiem
- Niech będzie. Tylko ma mnie nie kontrolować - ostrzegłam. Muszę przyznać, że po alkoholu lubiłam się przytulać, ale zawsze w porę się ogarniałam i pilnowałam się. Thomas zaraz, by się wściekał.
- Właśnie. Masz dziś wolny dom. Thomas przychodzi do mnie na noc i... - przerwałam jej
- Skończ. Zatrzymajcie to dla siebie - zaczęła się śmiać. Pokręciła głową.
- Thomas ma przyjść z jakimś kumplem i jego dziewczyną. - skrzywiłam się
- Nie, nie zdradzam Cię - przytuliła się do mnie.
- To ma być pierwszy i ostatni raz - zmrużyłam oczy.
- Dobrze Kochana. Po za tym z tego co wiem to jesteś dzisiaj zajęta. - udałam, że nic nie usłyszałam. Wyszyłyśmy przed budynek szkoły. Słońce mocno przygrzewało. Przed moimi oczami ukazał się Thomas z rozłożonymi rękoma. Dobrze wiedziałam, że to nie w moją stronę. Czułam się zazdrosna. Zwykle ich dwójka była moja na wyłączność, a teraz musiałam się każdym z nich dzielić.
- Rose, obiad jest w lodówce
- Chyba pizza jest w lodówce - poprawiłam go
- Sam ją zrobiłem - podciągnął brew
- Chyba kupiłem - zaśmiałam się, a on wytknął mi język.
- Oj chodźcie już - zabuczała Katie i wepchnęła Thomasa do swojego samochodu. Dotarłam do domu i od razu pobiegłam pod prysznic. Było strasznie ciepło. Przebrałam się w strój kąpielowy klik . Wzięłam ulubioną książkę i rozłożyłam się na leżaku w ogrodzie. Nagle poczułam krople wody lecące po moich plecach. Podskoczyłam jak oparzona z piskiem. Woda tryskała z węża ogrodowego sąsiadów.
- Ej! - stanęłam na podeście. Chłopak się odwrócił - Weź tego węża stąd
- Cześć Rose - pomachał w moją stronę. Nie skojarzyłam typa. Ściągnęłam okulary, by mu się przyjrzeć
- Nicolas? - ten sam, z którym się umówiłam na dziś wieczór.
- Nie wiedziałem, że tu mieszkasz - zauważył zadowolony - Przeprowadziłem się tu niespełna tydzień temu - wszystko wyjaśniało. Dom stał pusty od dawna. - Myślałem, że tu mieszka dwójka chłopaków, a nie taka ładna dziewczyna - moje poliki spalił rumieniec. Zaraz. Dwóch?
- Na pewno dwóch?
- No tak. Wysoki blondyn.
- To mój brat Thomas - tyle się zgadzało.
- I tego samego wzrostu brunet. Przyjeżdża czarną Hondą - nie wierze . On mówiło Zaynie. Starałam się jak najmniej rozdziawić buzie. Musiał tu przyjeżdżać, gdy mnie nie było.
- Yyy... to jego dobry znajomy - próbowałam się z tego wywinąć. - Chodź do mnie. Nie będziemy przez płot rozmawiać - Nicolas zręcznie przeskoczył przez płot. - Trenujesz coś?
- Lekkoatletykę - chłopak obdarzył mnie promienistym uśmiechem.
- To wszystko wyjaśnia - powiedziałam to na głos? Nicolas się roześmiał - Chcesz coś do picia?
- Z chęcią - zarzuciłam na siebie koszulę poszliśmy w stronę kuchni. - nalałam mu soku, który stał w dzbanku na blacie i usiadłam na nim - Dzięki. - przyłożył szklankę do ust nie spuszczając ze mnie wzroku. - Rozumiem, że wieczór aktualny
- Ależ oczywiście - ciarki mnie przechodziły, gdy w ten sposób na mnie patrzył. Jednak dalej nie wychodziło mi z głowy jedno.
- Ten chłopak często tu bywa? - dociekałam
- Po kilka razy w tygodniu. A coś nie tak? - skrzywił się
- Nie, nic. Tylko mój brat chyba zadaje się z nieodpowiednim towarzystwem - popiłam soku
- Ostatnio widziałem go na Aire Street - zakrztusiłam się na te słowa. Mój brat. Znowu.
_____________________________________________
Czekam na Wasze komentarze :*
środa, 21 września 2016
Rozdział 3.
Złoczyńca wyszedł po za Aire Street. Dziś zaginęła kolejna dziewczyna. Jej ciało jednak odnaleziono na Aire Street w jednej z piwnic. Mieszkańcy Aire Street powoli wyprowadzają się na obrzeża miasta. Policja interweniuje. Dosyć kiepsko. - komentuje radiowiec
Przebudziłam się i usłyszałam szmery dochodzące zza drzwi. Zapomniałam zasłonić okna na wieczór i zostałam oślepiona przez poranne słońce. Przebrałam się w sukienkę i sandałki. Podeszłam do toaletki i rozczesałam moje długie czarne włosy. Były bardzo proste w porównaniu z falowanymi blond włosami Kate. Westchnęłam spoglądając w lustro i wyszłam z pokoju. Za drzwiami stała obściskująca się zakochana para. Nie mogłam przyzwyczaić się do tego widoku. Cieszyło mnie ich szczęście, ale mimo wszystko ciężko było mi zaakceptować ten związek. Ta sytuacja wprowadzała mnie w dyskomfort.
- Jesteście tacy subtelni - wyminęłam ich i poszłam w stronę schodów. Zaciągnęłam się zapachem porannego śniadania - Jajecznica? Ma mnie udobruchać? - z mojej buzi wyleciał chichot, a Tom spojrzał na mnie zaróżowiony.
Zeszłam i zajęłam się moim pysznym śniadaniem. Spojrzałam w plan. Był perfekcyjny. Jeden dzień w tygodniu, którego szłam później do szkoły. Idealnie tyle ile było mi potrzeba. Zeszli na dół i usiedli obok mnie. Chcieli mi coś powiedzieć, ale chyba nie wiedzieli jak.
- Katie, jedziemy na zakupy? Dziś wymiana towaru- uśmiechnęłam się przerywając cisze
- Właśnie.... Nie pojedziemy. - spojrzała przepraszająco
- Zabieram Katie na wagary. - co tydzień zawsze jeździłyśmy na zakupy. Właśnie o to chodziło. Najpierw nasze zakupy, potem nie będzie na mnie miała czasu w weekendy, a na końcu będziemy rozmawiać tylko ukradkiem na lekcjach. Jednak nie miałam wyjścia. To ich życie.
- Kolejne wagary? Demoralizujesz ją. Jeszcze jeden taki wybryk i powiem rodzicom - zaśmiałam się tyle na ile tylko potrafiłam, a oni odetchnęli z ulgą. - Ale w takim razie ja też nie idę do szkoły - Tom przez chwilę się wahał. Założyłam ręce na biodra i w końcu przytaknął.
- Wyśle do szkoły usprawiedliwienie - westchnął. Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po kluczyki, które leżały na blacie, pociągnęłam torebkę.
- Nie pożegnasz się - Kate wstała od stołu. Przytuliłam ją.
- Będę popołudniu - pomachałam im i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i włączyłam radio. Po drodze podjechałam tylko po kawę i paczkę muffinek. W między czasie dostałam numery telefonu od dwóch chłopaków. Gdy nie było przy mnie Katie to było dużo prostsze. To ona była tą ładniejszą przyjaciółką co powodowało, że jeszcze bardziej traciłam na pewności. To był dziwny dzień. Zwykle na zakupy jeździłam z Katie. Zakupy uważałam za udane. Kolejna para szpilek do kolekcji i bluza.
Gonitwa po sklepach samej już nie była taka fajna. Zazwyczaj wracałam z większymi torbami. Nie było osoby, która szczerze, by mi powiedziała jak wyglądam. Oprócz ekspedientki, ale ona była mało wiarygodna.
Wracałam już do domu, gdy zaczynało kropić. Byłam strasznie zmęczona, a najszybszym sposobem, żeby wrócić było Aire Street.
- W samochodzie nic mi się nie stanie. - wsparłam się na duchu i wjechałam w zakazaną ulicę. Domy były pozamykane, cóż ludzie się bali. Krew na chodnikach. Na sam jej widok zrobiło mi się niedobrze. Jechałam jak gdyby nigdy nic. Starałam skupić się na muzyce w radiu. Widziałam, że ktoś czai się w uliczce. Postanowiłam jak, gdyby nic przejechać. Coś skusiło mnie, żeby spojrzeć w tamtą stronę. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Nasz tajemniczy uczeń na czarnej Hondzie. Jak on miał? Zayn? Chyba tak. Zza rogu wyjechało w moją stronę srebrne volvo. Ulica była jedno kierunkowa. Wycofałam samochód i zawróciłam jak szybko się dało. Chłopak zaczął mnie ścigać na motorze. Miałam otworzoną szybę.
- Skręć w lewo i wysiądź. - spojrzałam na niego. Nie zostawię tu przecież auta. Co miałabym powiedzieć Tomowi i rodzicom. Zresztą, gdy ktoś w szkole się dowie to mnie wyrzucą
- Rób co mówię - wyminął mnie. Srebrne volvo dalej za mną jechało. Postanowiłam przyspieszyć. Coś się we mnie ruszyło i skręciłam jak kazał. Wysiadłam z samochodu. Chłopak zdjął ciemne okulary i zbeształ mnie wzrokiem.
- Wsiadaj - wskazał mi głową swój motor. Zawahałam się przez moment. Przełożyłam nogę przez pojazd, a Zayn podał mi swój kask. Złapałam się siedzenia - Obejmij mnie - zrobiłam jak kazał i z pędem ruszyliśmy miedzy uliczkami starając się zgubić kierowcę, który wciąż za nami jechał. Po pewnym czasie słyszałam strzały. Ścisnęłam chłopaka jeszcze bardziej, a ten przyśpieszył. Czułam jak moje włosy są daleko za mną. Przerażona tym co się właśnie dzieje nie czułam chłodu jaki mnie oblewał z każdy zakrętem, czy szarpnięciem. Jedyne co odciągało mój umysł od tej sytuacji był cudowny zapach kierowcy. Czuję, że stojąc obok niego ciężko byłoby mi się skupić na czymkolwiek innym. Po półgodzinnym objeździe po mieście chyba go zgubiliśmy. Podjechał pod mój dom. Zsiadłam z motoru.
- Dddzięki wielkie - powiedziałam wystraszona i zdezorientowana - Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Wkrótce się dowiesz - zdjął okulary i pokręcił głową - Przestań się ubierać tak kuso. Nic dziwnego, że banda psycholi za Tobą jeździ.
- Serio? - zjechałam go wzrokiem od góry do dołu. I kto tu był ponętnie ubrany. Roześmiał się.
- Mi nic nie grozi. Dziś wieczorem odprowadzę Ci auto. Tylko najpierw je przeszukam - starałam się skupić na tym co mówi, ale jego brązowe tęczówki mi w tym przeszkadzały. - Zmykaj do swojego idealnego świata. Zaraz zmokniesz - przez to wszystko nie zauważyłam, że jestem cała przemoczona
- Ale co to było? I co Ty tam robiłeś? - nasuwało mi się pytań i on musi mi na nie wszystkie odpowiedzieć
- Trafiłaś w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Nie martw się przed Tobą było wiele dziewczyn. Nie jesteś wyjątkowa. - uniósł koniuszek prawej części ust w górę widząc jak się bulwersuję.
- Nikomu nie... - przerwał mi
- W szkole też się nikt nie dowie. Dalej możesz mieć nienaganną frekwencje i dobre ocenki - prychnął. Najpierw był dla mnie miły, a teraz zrobił się złośliwy - Jakieś pytania? - jak miło z jego strony pomyślałam z sarkazmem, gdy ten wsiadał na motocykl.
- Masz na imię Zayn? - zaśmiał się wkładając kask
- Spokojnie nigdy więcej nie przyda Ci się to jak się nazywam - odpalił pojazd i odjechał z piskiem opon. Weszłam do domu. Zakochańców jeszcze nie było.
- Moje zakupy! - miałam nadzieje, że Zayn mi je przywiezie. To co się stało... a ja martwię się zakupami. Upadłam na kanapę w salonie. Cały czas myślałam o tym co zaszło. Postanowiłam wziąć się za obiad, ale to nic nie dało. Muzyka w radio. Nic nie dało. Na samo wspomnienie o Zaynie przechodziły mnie ciarki. Bałam się go, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Moje marzenia zburzyła mi wspaniała para, która wtoczyła się do domu całując się.
- Jestem tu - pomachałam im. Odwrócili wzrok na mnie. - Katie musimy pogadać. - Nie powinnam o dzisiejszym zdarzeniu mówić nikomu, ale nie potrafiłam tak. Kate musiała wiedzieć o wszystkim co działo się w moim życiu. Nie lubiłam mieć przed nią sekretów. Nawet teraz, gdy zdradza mnie z moim bratem.
- Wracaj szybko - dał jej buziaka w policzek - Już tęsknię
- Stoi tylko 5 metrów dalej - załamałam ręce i poszłyśmy na górę. Rozsiadłyśmy się na moim łóżku.
- Jeżeli chodzi o to, że za dużo tutaj przesiaduje to zaraz sobie pójdę - wystraszyła się
- Nie - machnęła ręką - Siedź ile chcesz. Muszę Ci o czymś powiedzieć. Tylko nie krzycz. Proszę?
- Spróbuje - uśmiechnęła się, ale zaraz twarz jej zbladła, gdy tylko zaczęłam opowiadać historię dzisiejszego popołudnia
- Jesteś chora?! Mogło Ci się coś stać - mogłam się tego spodziewać, chociaż w głębi duszy liczyłam na odrobinę współczucia
- Uspokój się. Żyję. - pogłaskałam ją
- To nie jest zabawne - spojrzała na mnie karcąco. Ale kto Cię uratował? - nie zdążyłam jej odpowiedzieć, gdy przeszkodził nam wrzask Toma
- ROSALIE! Masz natychmiast zejść! - zbiegłyśmy z Katie nie wiedząc co się dzieje
- Pali się, czy co? Przeszkadza... - moim oczom ukazał się Zayn - Samochód?
Nawet nie spojrzał się w moją stronę.
- Masz ostro przechlapane! - Tom chyba nawet nie wiedział jak mocno się wydzierał
- Uspokój się. Nic mi się przecież nie stało, a Ty nie musisz się na mnie tak drzeć
- Ale mogło? Czemu jesteś, aż tak nieodpowiedzialna?
- A Ty? Miałeś nikomu nic nie mówić - zwróciłam się do Zayna. Mulat tylko wzruszył ramionami i wyszedł. Słychać było jak odjeżdża spod domu.
- Masz mi jeszcze coś do powiedzenia? - Tomas kontynuował
- Daj mi już spokój. Nie jesteś moim ojcem - rzuciłam i pobiegłam do pokoju. Ugryzłam się w język, ale było już za późno i słowa zostały wypowiedziane
W nocy przyśnił mi się Zayn. Jechaliśmy sami wzdłuż szosy, po bokach był las. Wiatr we włosach, uśmiech na naszych twarzach, woń, którą czułam wcześniej. Nagle za nami było słychać strzały pistoletów tak samo jak dziś. Twarz Zayna nie ukazywała już żadnych emocji. Obudziłam się zalana potem, gdy jedna z kul miała trafić w tylną oponę.
Zauważyłam reflektor samochodu bijący światłem w moje okno, gdy wstałam do okna samochód odjechał.
O dziwo nie czułam się jak gdyby miało mi się coś stać. Coś mi tu co raz bardziej śmierdziało, a ja musiałam dowiedzieć się co.
Przebudziłam się i usłyszałam szmery dochodzące zza drzwi. Zapomniałam zasłonić okna na wieczór i zostałam oślepiona przez poranne słońce. Przebrałam się w sukienkę i sandałki. Podeszłam do toaletki i rozczesałam moje długie czarne włosy. Były bardzo proste w porównaniu z falowanymi blond włosami Kate. Westchnęłam spoglądając w lustro i wyszłam z pokoju. Za drzwiami stała obściskująca się zakochana para. Nie mogłam przyzwyczaić się do tego widoku. Cieszyło mnie ich szczęście, ale mimo wszystko ciężko było mi zaakceptować ten związek. Ta sytuacja wprowadzała mnie w dyskomfort.
- Jesteście tacy subtelni - wyminęłam ich i poszłam w stronę schodów. Zaciągnęłam się zapachem porannego śniadania - Jajecznica? Ma mnie udobruchać? - z mojej buzi wyleciał chichot, a Tom spojrzał na mnie zaróżowiony.
Zeszłam i zajęłam się moim pysznym śniadaniem. Spojrzałam w plan. Był perfekcyjny. Jeden dzień w tygodniu, którego szłam później do szkoły. Idealnie tyle ile było mi potrzeba. Zeszli na dół i usiedli obok mnie. Chcieli mi coś powiedzieć, ale chyba nie wiedzieli jak.
- Katie, jedziemy na zakupy? Dziś wymiana towaru- uśmiechnęłam się przerywając cisze
- Właśnie.... Nie pojedziemy. - spojrzała przepraszająco
- Zabieram Katie na wagary. - co tydzień zawsze jeździłyśmy na zakupy. Właśnie o to chodziło. Najpierw nasze zakupy, potem nie będzie na mnie miała czasu w weekendy, a na końcu będziemy rozmawiać tylko ukradkiem na lekcjach. Jednak nie miałam wyjścia. To ich życie.
- Kolejne wagary? Demoralizujesz ją. Jeszcze jeden taki wybryk i powiem rodzicom - zaśmiałam się tyle na ile tylko potrafiłam, a oni odetchnęli z ulgą. - Ale w takim razie ja też nie idę do szkoły - Tom przez chwilę się wahał. Założyłam ręce na biodra i w końcu przytaknął.
- Wyśle do szkoły usprawiedliwienie - westchnął. Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po kluczyki, które leżały na blacie, pociągnęłam torebkę.
- Nie pożegnasz się - Kate wstała od stołu. Przytuliłam ją.
- Będę popołudniu - pomachałam im i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i włączyłam radio. Po drodze podjechałam tylko po kawę i paczkę muffinek. W między czasie dostałam numery telefonu od dwóch chłopaków. Gdy nie było przy mnie Katie to było dużo prostsze. To ona była tą ładniejszą przyjaciółką co powodowało, że jeszcze bardziej traciłam na pewności. To był dziwny dzień. Zwykle na zakupy jeździłam z Katie. Zakupy uważałam za udane. Kolejna para szpilek do kolekcji i bluza.
Gonitwa po sklepach samej już nie była taka fajna. Zazwyczaj wracałam z większymi torbami. Nie było osoby, która szczerze, by mi powiedziała jak wyglądam. Oprócz ekspedientki, ale ona była mało wiarygodna.
Wracałam już do domu, gdy zaczynało kropić. Byłam strasznie zmęczona, a najszybszym sposobem, żeby wrócić było Aire Street.
- W samochodzie nic mi się nie stanie. - wsparłam się na duchu i wjechałam w zakazaną ulicę. Domy były pozamykane, cóż ludzie się bali. Krew na chodnikach. Na sam jej widok zrobiło mi się niedobrze. Jechałam jak gdyby nigdy nic. Starałam skupić się na muzyce w radiu. Widziałam, że ktoś czai się w uliczce. Postanowiłam jak, gdyby nic przejechać. Coś skusiło mnie, żeby spojrzeć w tamtą stronę. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Nasz tajemniczy uczeń na czarnej Hondzie. Jak on miał? Zayn? Chyba tak. Zza rogu wyjechało w moją stronę srebrne volvo. Ulica była jedno kierunkowa. Wycofałam samochód i zawróciłam jak szybko się dało. Chłopak zaczął mnie ścigać na motorze. Miałam otworzoną szybę.
- Skręć w lewo i wysiądź. - spojrzałam na niego. Nie zostawię tu przecież auta. Co miałabym powiedzieć Tomowi i rodzicom. Zresztą, gdy ktoś w szkole się dowie to mnie wyrzucą
- Rób co mówię - wyminął mnie. Srebrne volvo dalej za mną jechało. Postanowiłam przyspieszyć. Coś się we mnie ruszyło i skręciłam jak kazał. Wysiadłam z samochodu. Chłopak zdjął ciemne okulary i zbeształ mnie wzrokiem.
- Wsiadaj - wskazał mi głową swój motor. Zawahałam się przez moment. Przełożyłam nogę przez pojazd, a Zayn podał mi swój kask. Złapałam się siedzenia - Obejmij mnie - zrobiłam jak kazał i z pędem ruszyliśmy miedzy uliczkami starając się zgubić kierowcę, który wciąż za nami jechał. Po pewnym czasie słyszałam strzały. Ścisnęłam chłopaka jeszcze bardziej, a ten przyśpieszył. Czułam jak moje włosy są daleko za mną. Przerażona tym co się właśnie dzieje nie czułam chłodu jaki mnie oblewał z każdy zakrętem, czy szarpnięciem. Jedyne co odciągało mój umysł od tej sytuacji był cudowny zapach kierowcy. Czuję, że stojąc obok niego ciężko byłoby mi się skupić na czymkolwiek innym. Po półgodzinnym objeździe po mieście chyba go zgubiliśmy. Podjechał pod mój dom. Zsiadłam z motoru.
- Dddzięki wielkie - powiedziałam wystraszona i zdezorientowana - Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Wkrótce się dowiesz - zdjął okulary i pokręcił głową - Przestań się ubierać tak kuso. Nic dziwnego, że banda psycholi za Tobą jeździ.
- Serio? - zjechałam go wzrokiem od góry do dołu. I kto tu był ponętnie ubrany. Roześmiał się.
- Mi nic nie grozi. Dziś wieczorem odprowadzę Ci auto. Tylko najpierw je przeszukam - starałam się skupić na tym co mówi, ale jego brązowe tęczówki mi w tym przeszkadzały. - Zmykaj do swojego idealnego świata. Zaraz zmokniesz - przez to wszystko nie zauważyłam, że jestem cała przemoczona
- Ale co to było? I co Ty tam robiłeś? - nasuwało mi się pytań i on musi mi na nie wszystkie odpowiedzieć
- Trafiłaś w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Nie martw się przed Tobą było wiele dziewczyn. Nie jesteś wyjątkowa. - uniósł koniuszek prawej części ust w górę widząc jak się bulwersuję.
- Nikomu nie... - przerwał mi
- W szkole też się nikt nie dowie. Dalej możesz mieć nienaganną frekwencje i dobre ocenki - prychnął. Najpierw był dla mnie miły, a teraz zrobił się złośliwy - Jakieś pytania? - jak miło z jego strony pomyślałam z sarkazmem, gdy ten wsiadał na motocykl.
- Masz na imię Zayn? - zaśmiał się wkładając kask
- Spokojnie nigdy więcej nie przyda Ci się to jak się nazywam - odpalił pojazd i odjechał z piskiem opon. Weszłam do domu. Zakochańców jeszcze nie było.
- Moje zakupy! - miałam nadzieje, że Zayn mi je przywiezie. To co się stało... a ja martwię się zakupami. Upadłam na kanapę w salonie. Cały czas myślałam o tym co zaszło. Postanowiłam wziąć się za obiad, ale to nic nie dało. Muzyka w radio. Nic nie dało. Na samo wspomnienie o Zaynie przechodziły mnie ciarki. Bałam się go, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Moje marzenia zburzyła mi wspaniała para, która wtoczyła się do domu całując się.
- Jestem tu - pomachałam im. Odwrócili wzrok na mnie. - Katie musimy pogadać. - Nie powinnam o dzisiejszym zdarzeniu mówić nikomu, ale nie potrafiłam tak. Kate musiała wiedzieć o wszystkim co działo się w moim życiu. Nie lubiłam mieć przed nią sekretów. Nawet teraz, gdy zdradza mnie z moim bratem.
- Wracaj szybko - dał jej buziaka w policzek - Już tęsknię
- Stoi tylko 5 metrów dalej - załamałam ręce i poszłyśmy na górę. Rozsiadłyśmy się na moim łóżku.
- Jeżeli chodzi o to, że za dużo tutaj przesiaduje to zaraz sobie pójdę - wystraszyła się
- Nie - machnęła ręką - Siedź ile chcesz. Muszę Ci o czymś powiedzieć. Tylko nie krzycz. Proszę?
- Spróbuje - uśmiechnęła się, ale zaraz twarz jej zbladła, gdy tylko zaczęłam opowiadać historię dzisiejszego popołudnia
- Jesteś chora?! Mogło Ci się coś stać - mogłam się tego spodziewać, chociaż w głębi duszy liczyłam na odrobinę współczucia
- Uspokój się. Żyję. - pogłaskałam ją
- To nie jest zabawne - spojrzała na mnie karcąco. Ale kto Cię uratował? - nie zdążyłam jej odpowiedzieć, gdy przeszkodził nam wrzask Toma
- ROSALIE! Masz natychmiast zejść! - zbiegłyśmy z Katie nie wiedząc co się dzieje
- Pali się, czy co? Przeszkadza... - moim oczom ukazał się Zayn - Samochód?
Nawet nie spojrzał się w moją stronę.
- Masz ostro przechlapane! - Tom chyba nawet nie wiedział jak mocno się wydzierał
- Uspokój się. Nic mi się przecież nie stało, a Ty nie musisz się na mnie tak drzeć
- Ale mogło? Czemu jesteś, aż tak nieodpowiedzialna?
- A Ty? Miałeś nikomu nic nie mówić - zwróciłam się do Zayna. Mulat tylko wzruszył ramionami i wyszedł. Słychać było jak odjeżdża spod domu.
- Masz mi jeszcze coś do powiedzenia? - Tomas kontynuował
- Daj mi już spokój. Nie jesteś moim ojcem - rzuciłam i pobiegłam do pokoju. Ugryzłam się w język, ale było już za późno i słowa zostały wypowiedziane
W nocy przyśnił mi się Zayn. Jechaliśmy sami wzdłuż szosy, po bokach był las. Wiatr we włosach, uśmiech na naszych twarzach, woń, którą czułam wcześniej. Nagle za nami było słychać strzały pistoletów tak samo jak dziś. Twarz Zayna nie ukazywała już żadnych emocji. Obudziłam się zalana potem, gdy jedna z kul miała trafić w tylną oponę.
Zauważyłam reflektor samochodu bijący światłem w moje okno, gdy wstałam do okna samochód odjechał.
O dziwo nie czułam się jak gdyby miało mi się coś stać. Coś mi tu co raz bardziej śmierdziało, a ja musiałam dowiedzieć się co.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






